Jak powiedział Agencji Informacyjnej Polskapresse dr Kocuj, policja przyjęła zawiadomienie i wypisała stosowne dokumenty dotyczące m.in uzasadnienia podejrzenia o zaginięciu.
“- Poinformowaliśmy, że nie mamy z nią kontaktu od Wigilii Bożego Narodzenia i bardzo się o nią martwimy. Dokładnie opisaliśmy nasz niepokój związany z zaginięciem, dodając, że tylko zaginiona może doprowadzić do wyjaśnienia naszego sporu z jej podwładnym. Policjanci bardzo profesjonalnie podeszli do sprawy. Pytali, czy sprawdzaliśmy w szpitalach, może została do któregoś przyjęta. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że na pewno nie była w żadnym szpitalu, nie tylko w Warszawie ale i w całej Polsce” – powiedział lekarz w rozmowie z Polskapresse.
Według jego relacji funkcjonariusze zorientowali się w sytuacji dopiero przy ankiecie dotyczącej wyglądu i pracy zaginionej.
“- Kiedy podałem, że ostatnio pełnioną funkcją jest funkcja Premiera RP na komisariacie zapadła konsternacja. Po kwadransie przyszedł wyższy rangą oficer i wyjaśniliśmy sytuację. Potwierdził przyjęcie zawiadomienia i poinformował nas, że po sprawdzeniu może nas zapewnić, że poszukiwana Ewa Kopacz nie zaginęła, niestety nie może podać nam adresu jej pobytu” – zakończył swoją relację dla Polskapresse dr Kocuj.
Zdaniem przedstawiciela Porozumienia Zielonogórskiego happening był kolejną próbą zwrócenia uwagi na to, że minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie chce rozmawiać z lekarzami i tylko interwencja pani premier może doprowadzić do poprawienia sytuacji pacjentów.
“- Nie obawiamy się odpowiedzialności za fałszywe zgłoszenie zaginięcia pani premier, wszystko zostało wyjaśnione na miejscu” – podsumował Mariusz Kocuj w rozmowie z Agencją Informacyjną Polskapresse.
















