Jak dowodzi opisany przez “Rzeczpospolitą” przykład jak najbardziej można, chociaż sąd drugiej instancji ma pewne wątpliwości.
Sąsiedzi poskarżyli się komendantowi powiatowemu policji w Mielcu, że mieszkająca piętro wyżej kobieta dwukrotnie około godziny 22.50 przez 20 minut chodziła w butach na obcasach, po czym ściągnęła je i hałaśliwie rzuciła na podłogę. Sprawa trafiła do tamtejszego sądu rejonowego, który wytoczył jej sprawę o zakłócenie spoczynku nocnego z artykułu 51 paragrafu 1 kodeksu wykroczeń, uznał kobietę za winną popełnienia zarzucanych jej czynów i ukarał grzywną w wysokości 200 złotych.
Skazana odwołała się do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, który uznał to rozstrzygnięcie za przedwczesne, ponieważ zignorowane zostały sprzeczności występujące w tym co mówiła ona i jej sąsiedzi.
W protokole z rozprawy czytamy o niej: “W tych dniach pracowała na drugą zmianę i do domu wróciła w kozakach o godzinie 22.50. Jak weszła do mieszkania to od razu buty ściągnęła. Nie chodziła po mieszkaniu w butach. Może zdarzyło się, że w butach od razu poszła do ubikacji, ale jak wyszła to buty ściągnęła. Nic specjalnie nie robiła” (cytat za “Rz”).
“W ocenie Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu w rozważaniach Sądu Rejonowego w Mielcu zabrakło należytego odniesienia do następujących zagadnień:
– czy zachowane obwinionej wykraczało poza ramy normalnego użytkowania swojej własności i naruszało powszechnie przyjęte normy zachowania;
– czy skutek był zawiniony przez obwinioną, czy też odpowiedzialna jest również konstrukcja budynku;
– czy zachowanie obwinionej polegające na głośnym tupaniu było umyślne.
Według Sądu Okręgowego nie ulega wątpliwości, że <przy okazji> normalnego zamieszkiwania w budynku wielorodzinnym powstają pewne, słyszalne przez sąsiadów odgłosy, ale nie oznacza to zaraz, że każdego hałasującego trzeba zaraz ukarać na podstawie art. 51 par. 1 kodeksu wykroczeń” – czytamy w gazecie.
Zdaniem SO chodzenie w butach po mieszkaniu nie może być i nie jest uznawane za czyn prawnie zabroniony. I chociaż z zebranego materiału dowodowego wynika, że rodzina obwinionej zachowuje się w swoim mieszkaniu głośno, to rolą sądu rejonowego było jedynie dokonanie ustaleń faktycznych w odniesieniu do dwóch konkretnych zdarzeń objętych wnioskiem o ukaranie.
“Inni sąsiedzi obwinionej potwierdzają, że czasami ktoś w jej mieszkaniu chodzi w butach i jest to słyszalne przez innych lokatorów bloku. Niemniej jednak żaden z przesłuchiwanych w sprawie świadków, z wyjątkiem sąsiadów z piętra niższej, nie potwierdza, aby właśnie w dniu zdarzenia słyszał odgłosy tupania. Zdaniem Sądu Okręgowego, z analizy dowodów zebranych w sprawie nie wynika jednoznacznie, że obwiniona działała umyślnie i że motywem jej działania była chęć dokuczenia sąsiadom. Dlatego uchylił wyrok sądu pierwszej instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania” – napisała gazeta
SO nakazał więc Sądowi Rejonowemu w Mielcu rozważyć, czy zachowanie obwinionej w dniu wskazanym we wniosku o ukaranie było “normalne” i typowe dla obwinionej i mieściło się w pojęciu “normalnego użytkowania” budynku, czy też było to zachowanie naruszające powszechnie przyjęte normy.
“W tym celu ma skonfrontować <osobowy materiał dowodowy>, a także ma rozważyć przeprowadzenie eksperymentu procesowego na miejscu zdarzenia. Ma on polegać na chodzeniu przez obwinioną w butach, w których wówczas chodziła i w godzinach odpowiadających godzinom wskazanym we wniosku o ukaranie” – czytamy w “Rzeczpospolitej”.
Franz Kafka by tego lepiej nie wymyślił.
















