Rzeczniczka prasowa Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Krakowie Patrycja Ćwikła przyznała w rozmowie z PAP, że w lipcu cmentarz Rakowicki “nieoficjalnie” odwiedził konsul Federacji Rosyjskiej, który oglądał to miejsce – jak podała – “pod kątem ewentualnego postawienia pomnika”. Dodała, że wznoszenie pomników na grobach i cmentarzach wojennych wymaga zezwolenia wojewody.
Wojewoda małopolski Jerzy Miller w komunikacie przesłanym PAP napisał, że Polska przestrzega wszystkich umów międzynarodowych i wynikających z nich zobowiązań dotyczących zachowania dbałości o miejsca spoczynku żołnierzy, którzy polegli na terenie naszego kraju.
Przedstawiciel Towarzystwa Jurij Nikiforow, powiedział w rosyjskiej telewizji, że “dziesiątki tysięcy naszych przodków, pochowane na terytorium Polski w czasie wojny radziecko-polskiej i po jej zakończeniu – poległe w polskich obozach śmierci – w żaden sposób nie zostały upamiętnione na mapie – cmentarzami lub znakami pamięci, a tym bardziej pomnikami”. Porównał też sprawę czerwonoarmistów poległych wówczas w Polsce do zbrodni katyńskiej, mówiąc, że “w Katyniu zabito 4 tys. polskich obywateli, a w Polsce – dziesiątki tysięcy rosyjskich”, w dodatku “strona polska w ogóle nie próbowała ich policzyć” (cytaty za depeszą PAP).
Z takimi zarzutami nie zgadzają się polscy historycy.
– Trzeba zaznaczyć, że historycy polscy i rosyjscy nie uciekali od tego tematu. Dziesięć lat temu była wydana publikacja, zbiór dokumentów, w którym zajmowano się tym problemem, gdzie próbowano oszacować liczbę zmarłych w niewoli. Natomiast nigdy nie można powiedzieć, że były to “obozy śmierci”, w których dokonywano eksterminacji – powiedział PAP dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej doktor Andrzej Zawistowski.
Miller podkreślił natomiast, że nieprawdziwe i daleko krzywdzące jest użyte przez stronę rosyjską sformułowanie mówiące o istnieniu “polskich obozów śmierci”.
“Żołnierze walczący w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku, zarówno ci, którzy polegli na polu bitwy, zmarli w szpitalach wojskowych, jak i w obozach jenieckich, a tylko z takimi – zaznaczył wojewoda – mieliśmy do czynienia, zostali pochowani w różnych miejscach na terenie całego kraju, także w Małopolsce” – napisał w przesłanym PAP stanowisku.
O tym, że Rosja chce zbudować taki pomnik na cmentarzu Rakowickim w Krakowie na swojej stronie internetowej poinformowała też uważana za tubę prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putin “Komsomolskaja Prawda”.
Zadaniem Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego jest badanie i propagowanie historii wojskowej Rosji, a także dbanie o związane z nią pomniki.
“W zamyśle Kremla jest ono kontynuatorem Carskiego Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego, które istniało w latach 1907-14. Jedną z pierwszych akcji Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego była w lutym 2014 roku pikieta przed Ambasadą RP w Moskwie w proteście przeciwko planom rozebrania pomnika generała Armii Czerwonej Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie na Warmii” – napisała PAP
Sprawa bolszewickich jeńców wojny 1919-21 często nazywana jest w putinowskiej Rosji “anty-Katyniem”.
“Tragiczny los części czerwonoarmistów, którzy dostali się wtedy do niewoli, wykorzystywany jest do usprawiedliwiania mordu NKWD na polskich oficerach w 1940 roku. Wbrew temu, co twierdzi Nikiforow, o bolszewickich jeńcach wojny 1919-21 nie zapomniano. Rosyjscy i polscy uczeni we wspólnej pracy <Czerwonoarmiści w polskiej niewoli w latach 1919-1922> podają konkretne liczby: spośród 157 tys. jeńców z powodu chorób, głodu i szykan ze strony strażników zmarło 18-20 tys. jeńców” – czytamy w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.
Z ostatniej chwili:
Głos zabrał w tej sprawie zastępca ambasadora RP w Moskwie Jarosław Książek. Napisał on bardzo oględnie do omawiającej tę sprawę “Komsomolskiej Prawdy”, że w międzywojennej Polsce nie było obozów śmierci, bolesną, a “całkowicie niezrozumiałą sprawą jest porównywanie śmierci jeńców bolszewickich z 1920 r. do wymordowania polskich oficerów przez NKWD w 1940 r. i zestawienie tego z liczbą 4 tysięcy ofiar pochowanych w Katyniu k. Smoleńska”. W konkluzji dodał, że dzięki tego typu artykułom “tracimy coraz więcej z pozytywnego dorobku osiągniętego w stosunkach polsko-rosyjskich na przestrzeni ostatnich lat”.
To zdecydowanie zbyt delikatna reakcja na niskim szczeblu dyplomatycznym. Mam nadzieję, że wkrótce przeczytamy ostrą notę naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
















