Artur Zawadka z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa powiedział gazecie, że jego instytucja rocznie opiniuje jedynie kilka wniosków o usunięcie tego typu upamiętnień, trudno jednak stwierdzić, czy wszystkie decyzje o rozbiórkach są konsultowane.
Relikty komunizmu znajdują się głównie w wielkich miastach i w ich pobliżu, najwięcej w dawnych województwach: katowickim (dziś śląskie), koszalińskim, szczecińskim (zachodniopomorskie) i gdańskim (pomorskie).
“Porównanie zestawień z lat 1997 i 2009 pokazuje, że sporo pomników zniknęło z największych polskich miast. W dzisiejszych stolicach województw, jeśli już coś się zachowało, to mało rzucające się w oczy tablice i głazy. Są jednak niechlubne wyjątki” – czytamy w “Rz”.
Należy do nich, niestety, Warszawa, w której są cztery miejsca pamięci sowieckich okupantów, w tym dwa pomniki: budzący największe kontrowersje Braterstwa Broni na placu Wileńskim (tzw. “Czterech śpiących”), o którego usunięcie od wielu lat toczą batalię środowiska patriotyczne z całej Polski oraz Wdzięczności Armii Radzieckiej w parku Skaryszewskim.
“Ewenementem na skalę kraju jest 120-tysięczna Dąbrowa Górnicza. Znajduje się tam aż siedem pomników wdzięczności dla Armii Czerwonej. Okazały pomnik w dzielnicy Gołonóg ma gwiazdę, sierp i młot. Nie przeszkadza to lewicowym władzom, by go odnawiać” – napisała gazeta.
W Szczecinie są wciąż trzy takie obiekty. Kilka tygodni temu, jak informowała “Rz”, prezydent miasta Piotr Krzystek podał do publicznej wiadomości, że podjął decyzję o przeniesieniu z ulic pomników Wdzięczności dla Armii Radzieckiej i Sławy Armii Czerwonej, które stoją na trasach wjazdowych do miasta.
W Białymstoku ostały się dwa pomniki i czołg. Jeden z monumentów został jednak “odkomunizowany” przez kombatantów: pojawiły się na nim napisy: “Bóg, honor, ojczyzna”, a orzeł dostał koronę.
“Jak pokazują badania, tego typu pomniki wrastają w otoczenie i zdarza się, że w lokalnych sondażach większość mieszkańców sprzeciwia się ich usunięciu. Dlatego Instytut Pamięci Narodowej włączył się w akcję protestu przeciw warszawskim Czterem Śpiącym. Jednak w mniejszych miejscowościach niewielu zdaje sobie sprawę z kontrowersji, jakie wywołują” – czytamy w “Rz”.
Profesor Andrzej Friszke zwrócił uwagę, że najwięcej reliktów komunizmu jest na terenach przyłączonych do Polski po wojnie.
“- Cała ówczesna propaganda skupiała się wtedy na tym, że zwycięstwu nad faszyzmem zawdzięczamy odzyskanie ziem zachodnich. Te tereny w pierwszych miesiącach i latach po wojnie były niemal bezludne. Stacjonowali tam Sowieci i to też tłumaczy małą liczbę pomników na Warmii i Mazurach, gdzie zgrupowania wojsk nie były tak duże” – powiedział gazecie.
Według doktora Piotra Gontarczyka liczba stawianych pomników zależała bardziej od aktywności lokalnych władz komunistycznych.
“- Tam była ludność napływowa, wykorzeniona. Łatwiej było postawić pomnik, bo komuniści byli jedynymi organizatorami życia społecznego” – przekonywał na łamach “Rzeczypospolitej”.
A ja jeszcze raz chcę podkreślić, że bez ustawy o dekomunizacji życia publicznego w Polsce (jej opracowany przez Senat projekt już prawie rok czeka na rozpatrzenie przez Sejm) nie załatwi się tego problemu, ponieważ spora część samorządów chyba nie zauważyła, że żyjemy już w niepodległym państwie, a Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Instytut Pamięci Narodowej mogą im zaś co najwyżej doradzać i służyć merytorycznym (historycznym) uzasadnieniem, dlaczego dane miejsce pamięci powinno zniknąć z rodzimego krajobrazu.
Mam nadzieję, że marszałek Ewa Kopacz nie schowała tego projektu zbyt głęboko do szuflady.











