Kraków zawsze szczycił się przywiązaniem do teatru i miłością do artystów. Mieszkańcom podwawelskiego grodu nigdy nie było więc obojętne, kto kieruje najlepszymi scenami w mieście. Nic więc dziwnego, że z uwagą śledzą teraz początek rozgrywki o fotel dyrektora Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, który już wkrótce ma opuścić – po 11 latach – Mikołaj Grabowski. Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski właśnie przygotowuje konkurs, który może mieć charakter otwarty lub zamknięty, czyli ograniczony do wskazanego przez resort grona kandydatów.
Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, o prawo głosu upominają się aktorzy, skupieni w Radzie Artystycznej Starego Teatru. Spośród osób wymienianych jako potencjalni dyrektorzy (Grzegorz Jarzyna, Jan Klata, Paweł Łysak, Bartosz Szydłowski, Michał Zadara) największym poparciem członków tego gremium, cieszy się pierwszy z nich, który odniósł kiedyś przy ul. Jagiellońskiej wielki sukces, reżyserując “Iwonę, księżniczkę Burgunda” Witolda Gombrowicza.
Wszyscy kandydaci do schedy po Grabowskim są uznanymi przedstawicielami teatralnej awangardy, niektórzy z nich mają też całkiem spory dyrektorski staż. Ponieważ Stary Teatr od kilkunastu lat nosi dumne miano narodowej sceny, dobrze byłoby, żeby jego nowy szef – ktokolwiek nim zostanie – umiał zaproponować repertuar, w którym poszukiwania nowych form wyrazu będą równoważone polską i światową klasyką.
Krakowska publiczność umie bowiem docenić najbardziej nawet wymyślną awangardę, ale ma też w pamięci złoty okres tej sceny (lata 60., 70. i 80. ubiegłego wieku), kiedy z całego kraju ciągnęły pod Wawel pielgrzymki miłośników Melpomeny, aby oglądać wielkie przedstawienia z teatralnego kanonu, przygotowywane przez największych reżyserów tamtej epoki, często etatowo związanych ze Starym Teatrem.
Jerzy Bukowski
(220).jpg)
















