“Sąd powołując się m.in. na przepisy Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia wskazał, że nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy czyn nie zawiera znamion wykroczenia, albo ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia wykroczenia. Jak wskazał sąd m.in. podstawowym warunkiem zastosowania któregokolwiek przepisu z kodeksu wykroczeń jest wskazanie społecznej szkodliwości czynu zabronionego przez ustawę. W przypadku zaś legalnej realizacji konstytucyjnego prawa do zgromadzenia publicznego szkodliwości społecznej takiemu czynowi nie można przypisać. Zdaniem sądu zgromadzenie nie naruszyło zasad określonych w ustawie o zgromadzeniach, w związku z tym nie zostało rozwiązane i jako takie do końca pozostało zgromadzeniem legalnym. Ponadto miało spokojny charakter, uczestnicy wykonywali polecenia policjantów, jedynie sporadycznie osoby blokujące stawiały opór bierny” – czytamy w depeszy PAP.
Demonstrujący skandowali: “Wolność, równość, demokracja” i “Solidarni z opozycją” siadając oraz kładąc się na podjeździe na wzgórze wawelskie, skąd zostali usunięci przez policjantów. Blokowali także wyjazd samochodów, którymi podróżowali posłowie PiS rzucają w pierwszy z nich jajkami. Na murze otaczającym Wawel wyświetlano hasła: “Idź pan do diabła”, “Mamy smoka i nie zawahamy się go użyć”.
“Śledztwo w sprawie wydarzeń pod Wawelem z 18 grudnia ub.r., 18 marca i 18 kwietnia prowadzi krakowska prokuratura” – napisała Polska Agencja Prasowa.
















