Uczczenie w ten sposób głównego twórcy polskiej odmiany skautingu budzi jednak moje poważne wątpliwości. Małkowski, jego żona Olga Drahonowska i wielu innych instruktorów skautowych, inicjujących nowy ruch wychowawczy na polskich ziemiach pod trzema zaborami kojarzą się bowiem z harcerstwem jako całością, a nie z konkretną organizacją.
Ustawienie pomnika Małkowskiego przed siedzibą komendy ZHP może być więc potraktowane jako swoiste zawłaszczenie jego postaci przez władze jednego stowarzyszenia harcerskiego. W dodatku już wkrótce ma zostać odsłonięte popiersie pierwszego polskiego skautmistrza w Alei Wielkich Polaków krakowskiego parku im. doktora Henryka Jordana, są też bardziej ambitne plany ufundowania w podwawelskim grodzie w przyszłym roku o wiele bardziej okazałego i lepiej zlokalizowanego monumentu ku jego czci niż ten, który stanął przy Karmelickiej.
Ten ostatni projekt, podniesiony przez instruktorów konkurencyjnego wobec ZHP Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej i wystarczająco przez nich nagłośniony (czyli nie będący bynajmniej tajemnicą dla innych organizacji skautowych w Polsce), natrafi teraz na oczywiste trudności, bo Rada Miasta Krakowa może nie wydać zgody na budowę kolejnego pomnika tej samej postaci w tak krótkim czasie i będzie to całkiem zrozumiała decyzja.
Nie wiem, na ile inicjatywa kierownictwa ZHP uwzględniała ten aspekt planów jak najbardziej godnego uczczenia Andrzeja Małkowskiego w Krakowie, ale mogła je skutecznie sparaliżować, co nie przysłuży się idei jedności harcerstwa, o której tak pięknie mówił na zlocie prezydent Bronisław Komorowski.

(41).jpg)











