Koło historii

Nie wiadomo z jakiego powodu, polskie media nie piszą, że mord na Pawłe Adamowiczu, prezydencie Gdańska wcale nie jest pierwszym w historii RP, gdzie od noża ginie ojciec wielkiego miasta. Coś takiego już przerabialiśmy w 1927 roku w Łodzi, gdzie w niemal identyczny sposób pozbawiony został życia niezwykle popularny w Polsce, łódzki prezydent Marian Cynarski.…

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
18 stycznia, 2019
Post thumbnail default dark


Oto fragment pierwszego tomu “Madagaskar” trylogii biograficznej “Jan Karski. Jedno życie” mego autorstwa. Foto: Wydawnictwo Insignis

* * *

Marian Cynarski był warszawskim sędzią. Po aplikacji pracował w Żyrardowie i Petersburgu. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do Polski. Poznał Józefa Piłsudskiego, a ten skierował go do Łodzi, aby “pilnował prawa”. Tam dał się poznać jako sędzia i kierując Sądem Okręgowym oraz na wielu innych polach aktywności publicznej. W 1923 roku, w wieku 43 lat został prezydentem miasta. Za jego kadencji rozbudowano miejską służbę zdrowia, wprowadzając m.in. samochody na wyposażenie pogotowia ratunkowego, rozpoczęto budowę parku ludowego, otwarto Galerię Miejską i Miejski Kinematograf Oświatowy, ustanowiono Nagrodę Literacką Miasta Łodzi. Uczył prawa, historii Polski, logiki i psychologii w łódzkim gimnazjum żeńskim.

Dla Janka najważniejsze jednak było to, że Cynarski miał… córkę Irenkę, najstarszą z trojga rodzeństwa, rówieśnicę młodego Kozielewskiego. Jej urok opanował go od pierwszego wejrzenia.

Wspominał:

– Poznałem ją w 1926 roku na festynie miejskim z okazji… amerykańskiego Dnia Niepodległości, 4 Lipca, obchodzonego niezwykle hucznie, bo w 150 rocznicę wyzwolenie się Amerykanów od Wielkiej Brytanii. Poszedłem razem z bratem. Był tam także prezydent z córką. Panowie znali się i wdali w rozmowę o Ameryce, a my o szkole. Marian dał mi złotówkę i powiedział, aby postawić pannie loda.

Potem widywałem ją w naszym kościele Podwyższenia Świętego Krzyża. Ja miałem do niego trzy przecznice w jedną stronę, ona dwie – w drugą. Cynarscy mieszkali przy ulicy Andrzeja 4, pomiędzy Piotrkowską, a Kościuszki. Ganiałem tam i wystawałem naprzeciw jej okna. Czasem wychodziła niby-to zrobić jakieś zakupy. Mogliśmy wtedy porozmawiać tyle ile trwała droga do sklepu i z powrotem. Zawsze pilnie przygotowywałem się do rozmowy i starałem czymś zaimponować. Częstowałem ją z blaszanek pudełka landrynkami Fuchsa, uważanymi za najlepsze w Polsce. Zawsze wybierała te w kolorze malinowym. Fascynowała mnie bardzo.

W przededniu Wielkanocy 1927 roku, jej ojciec, został zasztyletowany przed drzwiami mieszkania przez bezrobotnego brukarza Walszczyka, któremu kiedyś pomógł i jego lokalnego lumpa Rydzewskiego. Pierwszy dostał karę śmierci, drugi – dożywocie. Po prezydencie płakało całe miasto. Ja też…

Bałem się jednak w jakikolwiek sposób spróbować wyrazić współczycie Irence. Na pogrzeb poszedłem taka jak cała Łódź. Przyjechał Marian w galowym mundurze, z medalami, przy szabli…

Jakiś czas potem Jankowi udało się krótko porozmawiać z dziewczyną w kościele. “Wyjeżdżamy do Żyrardowa. Łódź to straszne miasto…” – powiedziała. To było ich ostatnie spotkanie.

Wkrótce Stefania Cynarska z dziećmi Irenką, Staszkiem i Jadzią przeniosła się do Żyrardowa, z którego się wywodziła, a gdzie jej ojciec, Władysław Biernacki, przez lata był naczelnikiem poczty, postacią powszechniew mieście szanowaną.

Jankowi wspomnienie pozostało na zawsze. Pudełko po landrynkach towarzyszyło mu, aż do września 1939 roku. Trzymał w nim rozmaite sentymentalne drobiazgi. Przede wszystkim monety z różnych krajów.

* * *

Tyle fragment.

Wcześniej Janek Kozielewski przeżywał, jako ośmiolatek, “braterski” mord na prezydencie Polski Gabrielu Narutowiczu dokonany przez Eligiusza Niewiadomskiego, narodowca z misją Polski dla Polaków i przez Polaków. Narutowicz nie pasował Niewiadomskiemu, bo został wybrany przez parlament Rzeczypospolitej między innymi głosami mniejszości narodowych.

Święte oburzenie po wyborze wyrażała wielka część polskiej parsy, w tym endek Stanisław Stroński, który publikował żarliwy paszkwil “Usunąć zawadę”. Zawadzał Narutowicz. Kiedy “zawada” została usunięta strzałami z browninga, a Polska kipiała z oburzeniaa, Stroński publikował następny artykuł “Ciszej nad tą trumną”. Piłsudski nazywał go “zaplutym karłem reakcji”.

Paradoksalnie powojenna ekipa nadana z Moskwy tym samym określeniem określała żołnierzy Armi Krajowej.

Po bezkrwawej rewolucji Solidarności, jak nazywał Jan Karski przemiany w Polsce po 1989 roku, za ich główny sukces uznawał, że skoro nie polała się krew wytoczona przez jednych Polaków – innym, niemożliwe będzie odtworzenie przedwojenego klimatu permanentnej wojny politycznej niosącej również mordy polityczne. Karski uważał, że w jego ojczyźnie zabijanie osób publicznych nie będzie już możliwe. Bo solidarność, i ta przez duże i przez małe “s” na to nie pozwoli.

Z pytaniem czy się pomylił pozostawiam wszystkich, którzy doczytali ten tekst do końca.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter