Ks. Łukasz Bankowski – Watykan
Dwa lata przed maturą
Stanisław Rutkowski zaczął uczyć się polskiego, zanim jeszcze wiedział, czy wyjedzie na studia. Do matury pozostawały dwa lata. O programie stypendialnym usłyszał od księży sercanów ze swojej parafii na Białorusi i postanowił się przygotować.
Rodzice przyjęli jego plany z niedowierzaniem. „Gdzie ty jedziesz? Jaka zagranica?” – wspomina ich reakcję. Księża pomagali mu przejść przez formalności, wspierali duchowo i dodawali odwagi. On sam uczył się języka, żeby na uczelni móc poczuć się pewniej.
Swietłana Krupenchyk, Kresowianka z Wilejki, trafiła na Fundację w internecie. Szukała programu, który pozwoli jej rozwijać się intelektualnie i duchowo. Zanim podjęła decyzję, rozmawiała ze stypendystami i absolwentami. „Widziałam, że to miejsce jest dla mnie” – mówi.
„Będę miała wspólnotę”
Amalię Karalkovą do wyjazdu przekonała myśl, że nie będzie zaczynała wszystkiego sama. W Lublinie miała spotkać przyjaciół i wejść we wspólnotę, którą sama będzie mogła współtworzyć.
To ważne zwłaszcza na początku. Tatiana Ivashkievich, stypendystka w latach 2016-2022, dobrze pamięta, ile wysiłku wymaga odnalezienie się w innym kraju. Dzięki Fundacji ukończyła studia magisterskie i doktoranckie. Mówiąc o zdobytym wykształceniu, wraca jednak także do atmosfery domu i wsparcia, które w nim otrzymała.
Maria Bulakh opowiada o tej wspólnocie przez jeden obraz: adwentowy poranek, ciemność za oknem, świece i Roraty o godz. 6.30. Trzeba wstać, choć nie zawsze jest łatwo. Potem wspólne śniadanie, kanapki, rozmowa przed zajęciami. Każdy ma własny plan dnia i obowiązki, ale przez chwilę wszyscy są razem.
„Możemy sobie przed zajęciami porozmawiać i mieć wsparcie przed wyzwaniami każdego dnia” – wyjaśnia.
Zagrać w Rzymie
Katarzyna Danko z Mołodeczna wybrała muzykologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Jest na piątym roku. Po licencjacie uzyskała kwalifikacje organistki i muzyka kościelnego, a w Domu Fundacji prowadzi chór. Przygotowuje śpiew na inauguracje, spotkania opłatkowe i liturgie.
„Fundacja daje nie tylko możliwość studiowania, ale też spełnienia swoich pasji” – podkreśla.
Podczas jubileuszu talenty stypendystów wybrzmiały również w Rzymie. Roman Marian Vovk ze Lwowa zasiadł przy organach podczas Eucharystii sprawowanych przez kardynałów. Posługa w rzymskich świątyniach była dla niego jednym z najmocniejszych doświadczeń tego wyjazdu.
„To było coś niesamowitego” – mówi. Przyjechał jako uczestnik obchodów, a mógł sam wnieść w nie to, czego się nauczył.
Zobaczyć, kto za tym stoi
Do tej pory dobroczyńcy byli dla wielu młodych ludźmi znanymi głównie z opowieści. W Rzymie można było usiąść obok nich, porozmawiać, poznać ich historie.
Romana poruszyło to, z jakim zaangażowaniem wspierają młodzież, której często osobiście nie znają. Za stypendium zobaczył konkretne twarze i przywiązanie do dzieła Jana Pawła II.
Jura Velts z Ukrainy odkrył jeszcze jeden wspólny punkt: część dobroczyńców także żyje poza ojczyzną. Rozumieją więc doświadczenie wyjazdu, nauki obcego języka i układania życia w nowym miejscu.
Sofiia Markevych, studentka stosunków międzynarodowych, zwraca uwagę na spotkania ze świadkami życia Papieża. Wspomnienia kard. Stanisława Dziwisza pozwalały usłyszeć, jaki Jan Paweł II był w osobistym kontakcie. Opowiadali o nim ludzie, którzy pamiętali jego słowa, gesty i wspólne chwile.
Otworzyć kolejne drzwi
Maria nie ma jednej gotowej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zdecydowała się wyjechać. Kiedy patrzy na tę decyzję z perspektywy czasu, dostrzega w niej działanie Ducha Świętego.
„Ten program otworzył wiele drzwi” – mówi. Wymienia edukację, poznanych ludzi, podróże i odkrywanie życia Jana Pawła II, który – jak dodaje – „dalej nade mną czuwa i prowadzi”.
Maksym Hvozditskyi, student informatyki, na pytanie o to, co najbardziej kojarzy mu się z Papieżem, odpowiada krótko: „Jego miłość do młodzieży”.
W rozmowie ze stypendystami ta odpowiedź nabiera konkretnego znaczenia. Ma postać języka, którego Stanisław zaczął się uczyć przed maturą, chóru prowadzonego przez Kasię, ukończonego doktoratu Tatiany. I wspólnego stołu, przy którym po porannych Roratach można znaleźć kogoś, kto wysłucha.
„Fundacja to nie tylko mury budynku. To taka duża rodzina naprawdę” – podkreślają młodzi z Ukrainy. Rodzina, w której wspólnie się studiuje, modli i dojrzewa.
Kasia przywołuje słowa Jana Pawła II: „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości i nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia”. W lubelskim domu poznawanie papieskiego nauczania splata się z codziennością młodych ludzi z różnych krajów – ich przyjaźniami, decyzjami i planami na przyszłość.
















