Według lokalnej tradycji właśnie pod tym dębem, w Wigilię Bożego Narodzenia 1854 roku, ksiądz Leopold Moczygemba odprawił pasterkę dla pierwszej grupy polskich osadników ze Śląska. Po długiej, według markerów historycznych, dziewięciotygodniowej podróży przez Atlantyk, a następnie wielodniowej drodze w głąb Teksasu, dotarli do miejsca, które nazwali Panna Maria. Tak narodziła się najstarsza stała polska osada w Stanach Zjednoczonych – na długo przed tym, zanim Chicago, Detroit czy Nowy Jork stały się wielkimi centrami amerykańskiej Polonii. Polonia miejska jeszcze wtedy nie istniała w pełnym kształcie. A Panna Maria już była.
Górny Śląsk, listy z Teksasu
Wszystko zaczęło się od jednego kapłana. Leopold Moczygemba urodził się w Płużnicy na Górnym Śląsku w 1824 roku, kiedy te ziemie były pod zaborem pruskim. Wstąpił do franciszkanów, święcenia kapłańskie przyjął w Rzymie, a w 1852 roku Kościół wysłał go do Teksasu, do parafii niemieckich imigrantów w New Braunfels i Castroville. Mieszkając wśród Niemców, Moczygemba szybko zauważył coś, czego nie widzieli Niemcy: że teksańska preria, choć surowa, daje ziemię, której biedny chłop ze Śląska nie mógł sobie nawet wyobrazić. I że w Stanach katolicki ksiądz może się modlić bez prześladowań, których Polacy doświadczali pod władzą protestanckiego Berlina.
Moczygemba zaczął pisać listy do rodziny i znajomych w Płużnicy. Pisał o ziemi, którą można dostać prawie za darmo. Pisał o klimacie, który przy ich szczęściu może być gorętszy, ale za to nie ma w nim ani głodu, ani pruskiego poboru do wojska, ani dyskryminacji religijnej. Listy krążyły między wsiami Górnego Śląska. Były czytane głośno w domach, w karczmach, po niedzielnej mszy. We wsi Płużnica i w okolicznych wsiach ludzie zaczęli się pakować. Jesienią 1854 roku grupa polskich Ślązaków – według lokalnej tradycji około stu pięćdziesięciu osób, według historycznych źródeł około stu rodzin – w tym czworo rodzeństwa: bracia księdza Moczygemby oraz jego ojciec – wsiadła do pociągu jadącego do portu w Bremie. Stamtąd dwoma żaglowcami – “Weser” i “Antoinette” – popłynęli przez Atlantyk. Według historycznych markerów podróż trwała 9 tygodni. Trzeciego grudnia 1854 roku pierwsza grupa dopłynęła do Galvestonu.
Z Galveston do San Antonio – wozami i pieszo
W Galveston nie było już dla nich wozów. Polacy zatrudnili meksykańskich woźniców z wozami zaprzężonymi w woły do przewiezienia bagaży, a sami ruszyli w głąb lądu – częściowo pieszo, częściowo z dobytkiem na wozach. Trasa wiodła przez Indianolę, dalej w głąb Teksasu, do San Antonio. Tam czekał na nich ksiądz Moczygemba, który już wcześniej wybrał miejsce na nową osadę: płaskowyż w pobliżu zbiegu Cibolo Creek z rzeką San Antonio, w hrabstwie Karnes. Stamtąd zostało im jeszcze około trzydziestu mil.
Według lokalnej tradycji 24 grudnia 1854 roku, w Wigilię Bożego Narodzenia, dotarli na miejsce. Pod ogromnym dębem ksiądz Moczygemba odprawił pierwszą mszę. Nie było jeszcze ani jednego czatu. Nie było jeszcze nazwy. Polacy, klęcząc na ziemi pokrytej zimowym pyłem, śpiewali polskie kolędy. Nazwali to miejsce Panią Marią – po polsku Maryją Dziewicą. W 1855 roku zbudowano tuż obok dębu pierwszy drewniany kościół. W kolejnych latach wzniesiono trwalszą świątynię – Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, jeden z pierwszych polskich kościołów katolickich na ziemi Stanów Zjednoczonych. W 1875 roku piorun uderzył w wieżę, a kościół spłonął. Dwa lata później, w 1877 roku, parafianie odbudowali go od podstaw. W tej samej formie stoi do dziś.
Teksańska zima, węże, malaria
Pierwsze lata były piekielne. Teksańska preria, którą ksiądz Moczygemba opisywał w listach jako “żyzną”, okazała się sucha, plagowana szarańczą, wężami, malarią i powtarzającymi się suszami. W latach 1856–1857 region nawiedziła wielka susza teksaska. Plony spaliło słońce. Dzieci umierały na tyfus i malarię. Kolejne fale imigrantów, które dotarły w grudniu 1855 i w 1856 roku, musiały wybierać między dalszą walką o teksańską ziemię a wyjazdem gdzie indziej. Część rzeczywiście odeszła – do Bandery, St. Hedwig, Częstochowy i Kościuszki. W kolejnych dekadach wokół Panny Marii powstała sieć polskich osad i parafii.
Polscy osadnicy mieli też kłopoty z sąsiadami. Anglosascy Teksańczycy nie rozumieli ich języka, dziwnych szat ani powolnego sposobu pracy. Wojna secesyjna pogłębiła napięcia. Część miejscowej społeczności miała sympatie unionistyczne, co w Konfederackim Teksasie i powojennej rzeczywistości Południa mogło prowadzić do konfliktów z otoczeniem. Społeczność zwierała szeregi. Stała się jeszcze bardziej zamknięta, jeszcze bardziej polska.
Patriarcha amerykańskiej Polonii
Sam ksiądz Leopold Moczygemba, twórca “Panny Marii”, miał własną tragedię. Polska społeczność, którą sprowadził z Płużnicy, w pewnym momencie obróciła się przeciwko niemu. W desperacji po pierwszych latach głodu i susy niektórzy osadnicy uznawali, że ksiądz ich zwiódł. W lokalnych przekazach pojawiały się nawet opowieści o groźbach wobec księdza. Moczygemba wyjechał z Teksasu rozgoryczony. Resztę życia spędził w północnych stanach Unii, posługując w polskich parafiach. Zmarł w 1891 roku i został pochowany w Detroit.
Stosunek do Moczygemby zmienił się dopiero po jego śmierci. W 1976 roku, w dwusetną rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych, jego szczątki sprowadzono z Detroit z powrotem do Panny Marii. Postawiono mu pomnik z napisem: “Patriarch amerykańskiej Polonii”. Wśród tych, którzy go pochowali, byli prawnukowie i potomkowie tych samych Ślązaków, którzy stu dwadzieścia dwa lata wcześniej obracali się przeciwko niemu. Czas, jak zwykle, naprawił niesprawiedliwość.
Teksański dialekt śląski
Jest jeszcze jedna rzecz, której nie ma w żadnej polonijnej gazecie: teksański dialekt śląski. Polacy, którzy w 1854 roku przybyli z Płużnicy i okolicznych wsi, mówili nie literackim polskim, lecz dialektem śląskim, z domieszką słów niemieckich oraz lokalnych ekspresji. Przez ponad sto lat ten dialekt – znany dziś jako Texas Silesian – przeżył w Pannie Marii i okolicznych osadach. W kościele jeszcze do połowy XX wieku odbywały się msze, podczas których kazania wygłaszano po polsku.
Językoznawcy opisują Texas Silesian jako ginącą odmianę mowy potomków emigrantów z okolic Płużnicy Wielkiej, Strzelec Opolskich i Toszka. Język żył tak, jak żyła ziemia – dostosowywał się do nowych realiów teksańskiej prerii, w której wiele słów i znaczeń traciło sens, a inne wymagały nowych odpowiedników. Dziś teksański śląski jest na granicy wymarcia. Może już wymarł. Językoznawcy mówią o nim w czasie przeszłym.
Czarna Madonna z Białego Domu
Trzeciego maja 1966 roku, w święto Konstytucji Trzeciego Maja i w roku obchodów tysiąclecia chrztu Polski, prezydent Lyndon B. Johnson przyjął w Białym Domu delegację z Panny Marii. Odczytano proklamację upamiętniającą tysiąc lat polskiego chrześcijaństwa. Mozaikową ikonę Czarnej Madonny z Częstochowy, dzieło artysty Jana E. Krantza, prezydent wskazał jako dar dla historycznego kościoła Panny Marii. W czerwcu 1966 roku obraz przybył do Teksasu. Czarna Madonna do dziś wisi w kościele Niepokalanego Poczęcia w Pani Marii.
To nie był jedyny wielki moment. We wrześniu 1987 roku do San Antonio przyjechał papież Jan Paweł II – sam spotkał się z mieszkańcami Pani Marii w Assumption Seminary. W lipcu 1998 roku miejscowość odwiedził ówczesny premier Polski Jerzy Buzek. Dwudziestego drugiego października 2004 roku do Panny Marii przyjechał Lech Wałęsa w towarzystwie ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych, Przemysława Grudzińskiego. Na zdjęciu z tej wizyty widać dwóch siedemdziesięcioletnich mężczyzn pod dębem – jeden z nich obalił komunizm w Polsce, drugi po prostu strzeże miejsca, w którym sto pięćdziesiąt lat wcześniej dzieci jego rodziny modliły się o przeżycie pierwszej teksańskiej zimy.
Co zostało dziś
Dziś Panna Maria jest niewielką, nieinkorporowaną wspólnotą liczącą najwyżej kilkadziesiąt, a w niektórych źródłach nawet około stu mieszkańców, zależnie od sposobu liczenia. Wioska, która w XIX wieku przyjęła kolejne fale polskich osadników, dziś liczy mniej mieszkańców niż jeden blok mieszkalny w Greenpoincie w Nowym Jorku. W 1884 roku kolej Sunset Pacific Railroad ominęła Panny Marię i poszła przez Karnes City oraz Falls City. Większość biznesu i ludzi przeniosła się tam. Panna Maria została odcięta od głównych szlaków – i właśnie dlatego zachowała tożsamość, której dziś już prawie nie ma w Stanach Zjednoczonych. W 1936 roku stan Teksas oficjalnie uznał Panny Marię za najstarszą polską osadę. Panna Maria Historic District wpisano do federalną National Register of Historic Places 13 maja 1976 roku. W 1966 roku powstała Panna Maria Historical Society.
Saint Stanislaus stoi w Dakocie; Niepokalane Poczęcie stoi w Teksasie. Oba kościoły wybudowali Polacy z ziem zaboru pruskiego. Oba kościoły wciąż żyją. W Pannie Marii w drugą niedzielę października odbywa się Annual Homecoming Turkey Dinner – doroczne święto polonijne z pieczonym indykiem przez całą noc nad ogniem. Tysiące potomków pierwszych osadników wracają na to święto ze wszystkich stanów. W 2026 roku mijają sto siedemdziesiąt dwa lata od tej Wigilii, w którą polscy osadnicy dotarli pod swój dąb. Ciągle ten sam dąb. Ciągle ta sama parafia. Ciągle ten sam kraj, choć dziewięć pokoleń od tamtej Wigilii zmieniło wszystko.
Dlaczego nigdy tu nie byliśmy
Panna Maria w Teksasie to dla amerykańskiej Polonii jak grób, którego rodzina nigdy nie odwiedziła. Wiemy, że jest. Wiemy, że to ważne miejsce. Wiemy, że tam wszystko się zaczęło. Ale jakoś nigdy nie znaleźliśmy czasu, by tam pojechać. Polonijny Chicago zna doskonale Pułaskiego, Kościuszkę i Paderewskiego, ale o Moczygemby słyszy rzadko. Polonijny Greenpoint świętuje Trzeci Maja na Manhattan Avenue, ale o Czarnej Madonnie z Panny Marii prawie nikt nie wie. Polonia w Hamtramck wybierała w grudniu polskiego Mikołaja na ulicach pełnych polskich sklepów, podczas gdy w Pannie Marii, w setną rocznicę przybycia osadników, w 1954 roku, panowała cisza – polonijne media z północy nawet nie odnotowały tego jubileuszu.
To nie jest oskarżenie. To jest obserwacja. Polonia w Stanach narodziła się w wielu miejscach, w wielu falach, w wielu pokoleniach. Niektóre fale zostawiły po sobie miasta – Chicago, Detroit, Buffalo. Inne zostawiły wioski – Panny Marii, Bandery, Częstochowy. Wioski są tak samo ważne jak miasta. Tylko że wioski milczą. Nie krzyczą o swoim istnieniu. Dziewięć pokoleń teksańskich Polaków robiło swoje – uprawiało ziemię, chrzciło dzieci, chowało zmarłych pod tym samym dębem, gromadziło rodziny w drugą niedzielę października na pieczonego indyka. Bez czasopism. Bez rádia. Bez Facebooka. Bez nas.
Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny w Pannie Marii nadal trwa. Dąb nadal stoi. W jego pobliżu upamiętniono księdza Leopolda Moczygembę pomnikiem z napisem „Patriarch of American Polonia”. Wokół, w grobach na cmentarzu parafialnym, leży osiem pokoleń ślązaków, którzy w Wigilię 1854 roku przyszli na to miejsce jako biedni, głodni, znękani imigranci – i zostali. Może czas, żebyśmy my, Polonia z miast, w końcu pojechali do nich z wizytą.
Ewelina Modrzejewska, poland.us
Panna Maria w Teksasie – najstarsza stała polska osada w Stanach Zjednoczonych | Lokalizacja: hrabstwo Karnes, około 55 mil na południowy wschód od San Antonio, w pobliżu zbiegu Cibolo Creek i rzeki San Antonio | Data założenia: 24 grudnia 1854 (Wigilia Bożego Narodzenia, według lokalnej tradycji) | Założyciel: ksiądz Leopold Moczygemba (1824, Płużnica – 1891, Detroit), franciszkanin pochodzący z Górnego Śląska, święcenia w Rzymie, od 1852 w Teksasie | Pierwsi osadnicy: polscy Ślązacy z terenów ówczesnego Królestwa Prus; źródła podają od około 150 osób do około 100 rodzin w pierwszej grupie | Trasa migracji: pociągiem do Bremy → żaglowcami „Weser” i „Antoinette” przez Atlantyk (według markerów historycznych ok. 9 tygodni) → port Galveston (3 grudnia 1854) → Indianola → wozami zaprzężonymi w woły i pieszo w głąb Teksasu w stronę San Antonio | Kościół: Immaculate Conception of the Blessed Virgin Mary (Niepokalane Poczęcie NMP) – pierwszy drewniany 1855, w kolejnych latach trwalsza świątynia, zniszczona przez piorun 1875, odbudowana 1877 | Status historyczny: 1936 – stan Teksas upamiętnił Panna Marię jako najstarszą polską osadę w Teksasie; 13 maja 1976 – Panna Maria Historic District wpisany na National Register of Historic Places; 1966 – powstanie Panna Maria Historical Society | Dziedzictwo językowe: Texas Silesian – śląska odmiana polszczyzny używana przez potomków osadników, dziś na granicy wymarcia | Coroczne święto: Annual Homecoming Turkey Dinner, druga niedziela października | W 1966 roku prezydent Lyndon B. Johnson przekazał do kościoła w Panna Marii mozaikową ikonę Czarnej Madonny z Częstochowy autorstwa Jana E. Krantza | Wizyty z Polski: wrzesień 1987 – delegacja papieża Jana Pawła II z mieszkańcami Panna Marii w San Antonio; lipiec 1998 – premier Jerzy Buzek; 22 października 2004 – Lech Wałęsa z ambasadorem RP Przemysławem Grudzińskim | Populacja dziś: nieinkorporowana wspólnota – od kilkudziesięciu do około stu mieszkańców (zależnie od sposobu liczenia) | Sąsiednie polskie osady: Bandera (St. Stanislaus, 1855), St. Hedwig, Cestochowa, Kosciusko | Polish Heritage Center: polishheritagecentertx.org | Father Leopold Moczygemba Foundation: flmfoundation.org | Na podstawie materiałów Texas State Historical Association (Handbook of Texas Online), oficjalnej strony Panna Maria Historical Society (pannamariatexas.com), Polish Heritage Center, parafii Immaculate Conception of the BVM Catholic Church, materiałów National Park Service oraz źródeł historycznych dotyczących polskiego osadnictwa w Teksasie
Czytaj też: “Katedra Prerii” stoi w Dakocie. Zapomniana Polonia, której nie ma w żadnej polonijnej gazecie
Czytaj więcej na Poland.us.













