“- Trzeba by pożegnać się z zawodem, myśleć o życiu zupełnie innym, oczywistym etapem byłoby, gdyby się tak zdarzyło, że mógłbym nie wygrać, a mogłoby tak być, trzeba by kandydować do Sejmu i w ogóle trzeba by było być takim full-time politic. Ciągle się jednak przed tym wzdragam. Być może rzeczywiście byłbym najlepszym człowiekiem, żeby to zrobić. Ale jak powiedziałem, przeważyły względy osobiste” – skromnie przyznał Ziemkiewicz na łamach tabloidu.
Nie pozbawił jednak Polaków nadziei, mówiąc:
“-Nie daj Boże, żebym musiał uznać, że nie widzę nikogo lepszego i sam się rzucam do walki o Polskę, ale oczywiście, że różnie się może układać.”
Na razie, po długim – jak przyznał – namyśle uznał, że lepiej nadaje się do czegoś innego. Gdyby jednak Ojczyzna była w potrzebie, to wzorem Cincinnatusa dałby się oderwać nie tyle od pługa, co od komputera i poszedłby ratować Polskę jako jej pierwszy obywatel.
Cóż za wspaniały wzór patriotyzmu!
PS. A kandydatem Nowej Prawicy na prezydenta został zgodnie z przewidywaniami Janusz Korwin-Mikke.
















