Ten ciekawy komentarz byłego wiceministra obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego nasunął mi natychmiast skojarzenie z pewną historią, jaka przytrafiła się ponoć ulubionemu oficerowi Józefa Piłsudskiego (w czasach legionowych jego adiutantowi) Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu.
W 1934 roku miał on – już w randze generała brygady – reprezentować Polskę w Belgradzie na pogrzebie króla Jugosławii Aleksandra. Niestety, spóźnił się mocno na uroczystość, być może z powodu nadużycia bałkańskiej rakiji lub lozy. Po powrocie do Warszawy otrzymał rozkaz niezwłocznego zameldowania się u wściekłego Komendanta, do którego doszły już informacje w tej materii. Wieniawa posłusznie stanął więc do raportu, ale w smokingu zamiast w mundurze, co jeszcze bardziej zdenerwowało Piłsudskiego. Spojrzał na niego z góry na dół z ogniem w oczach i ryknął: “Co to ma znaczyć?”. Na to Wieniawa odpowiedział ze stoickim spokojem: “Komendancie, melduję posłusznie, iż wiem, żem ciężko przewinił i powinienem dostać po pysku. A ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przybyłem jako cywil. Polski generał nie może dostać po mordzie w mundurze!” No i kary nie było, Piłsudski kolejny raz dał się rozbroić swemu ulubieńcowi.
Jeśli pułkownicy Ireneusz Szeląg i Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej wiedzieli, że ich wyjaśnienia podczas konferencji prasowej nie odpowiadały znanej im chociaż w części prawdzie o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, to świadomie lub nieświadomie wzięli przynajmniej dobry przykład z Wieniawy, nie chcąc plamić munduru polskiego oficera wygłaszaniem w nim wierutnych kłamstw.
Jerzy Bukowski
Korespondencja z Krakowa
dla Portalu www.Poland.us
















