Bywały w świecie, a więc dobrze znający przepisy dotyczące podróży lotniczych były przewodniczący “Solidarności” zlekceważył przepisy i zamiast włożyć flaszki do bagażu głównego chciał wnieść je do samoloty w podręcznym.
“Przy wyjściu z saloniku VIP prześwietlono bagaż byłego prezydenta. Okazało się, że na ekranie widać butelki. Walizka została otwarta, zaś butelki wydobyte na światło dzienne. Zimni brytyjscy kontrolerzy użyli bezdusznego argumentu: <VIP, nie VIP. Na pokład samolotu można wnieść płyny w 100-mililitrowych pojemnikach. Butelki szampana mocno przewyższają tę normę>” – napisał Reszka.
Nie chodziło więc ani o majtki, ani o skarpetki, jak to usiłował tłumaczyć polskiej opinii publicznej Wałęsa, usiłując przerzucić odpowiedzialność za żenujące wydarzenie na Heathrow na ambasadę RP w Londynie, ale o 6 litrów bąbelków, które najwidoczniej uderzyły mu do głowy jeszcze przed otwarciem butelek, a tak naprawdę znacznie, znacznie wcześniej.
Na szczęście Lech Wałęsa nie został zmuszony do wypicia pokaźnej ilość alkoholu na miejscu, nie wylano go też do toalety. Ogromne butelki przejął pracownik ambasady i z pewnością trafią one w końcu do ich właściciela, być może w poczcie dyplomatycznej.
Wstyd jednak pozostał.
















