KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Poniedziałek, 3 października, 2022   I   01:04:12 PM EST   I   Bogumiła, Gerarda, Józefy
  1. Home
  2. >
  3. STYL ŻYCIA
  4. >
  5. Trochę historii

Bohater walki o Polskę w NATO

Waldemar Piasecki, Waszyngton     31 stycznia, 2017

Polonijny lider kampanii na rzecz członkostwa Polski w NATO. Foto: Waldemar Piasecki
Polonijny lider kampanii na rzecz członkostwa Polski w NATO. Foto: Waldemar Piasecki

W ogólnym zamiłowaniu do rocznic zapewne ta nie cieszy się powszechną świadomością. Tym bardziej - trzeba przypominać. Dokładnie przed dwudziestu laty ruszyła w USA energiczna kampania na rzecz przyjęcia Polski do NATO. Za fakt doprowadzający polskie aspiracje do świadomości społeczeństwa amerykańskiego uważa się publikację, jaka ukazała się w gazecie „News Journal” należącej do koncernu medialnego Gannett Company, największego wydawcy prasy w USA, która ukazała się następnie w wielu innych tytułach. 6 marca 1997 roku wyraźnie wybito w tytule prasowym: „Polska powinna wejść do NATO”. Pisał Stefan Skielnik, lider Polonii w podwaszyngtońskim stanie Delaware.

Kiedy 22 października 1996 roku, prezydent Bill Clinton ogłosił w Detroit, że Polska wraz z Czechami i Węgrami powinna znaleźć się w Sojuszu Północnoatlantyckim na jego 50-lecie przypadające w 1999 roku, wybuchła eksplozja polskiej radości. Jednak do realizacji droga była długa. Wiodła przede wszystkim przez Senat Stanów Zjednoczonych, który miał inicjatywę prezydencką głosować.

Pierwsze sondaże pokazywały, że na pewne poparcie rozszerzenia NATO można liczyć u 30-35 spośród stu senatorów. Było jasne, że że spraw wymaga intensywnego lobbingu politycznego. Podobnie jasne było, że do senatorów nie może zwracać się z prośbami o dobre serce dla Polski tylko jej ambasada w Waszyngtonie, ale także - a może przede wszystkim - Amerykanie polskiego pochodzenia posiadający prestiż i mogący bezpośrednio rozmawiać z senatorami.

-  Sprawę komplikował fakt, że Polonia wcale nie była od razu jednomyślna co do poparcia wejścia Polski do NATO - wspomniał niezyjący już prof. Michael Szporer, z University of Maryland. - Zarówno Kongres Polonii Amerykańskiej, jak inne znane postaci polonijne przez pewien czas uważali, że wybór na prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, a nie Lecha Wałęsy, uniemożliwi polską akcesję, bo Senat USA ją zablokuje.

Stefan Skielnik, weteran II Korpusu generała Władysława Andersa, w Ameryce ceniony biznesmen i prezes organizacji AMPOL skupiajacej Polonię w Delaware nie miał takich dylematów. Uważał, że jest zadanie i trzeba je wykonać. Uznał, że wielkie znacznie dla poparcia polskiej obecności w NATO będzie pozyskanie poparcia od dwóch sentarów reprezentujących swój stan na Kapitolu.

Stefan Skielnik podczas wojny walaczył w holenderskim ruchu oporu, polskiej armii generała Władysława Andersa, służył w armii brytyjskiej i armii Stanów Zjednoczonych. Foto: Archiwum Rodzinne

Zaczął od swego sąsiada z Greenville, demokraty Josepha Bidena (przez dwie kadencje wiceprezydenta USA) oraz jego partyjnego kolei Williama Rotha. Wystosował do nich apel o poparcie, o którym pisał w swej publikacji. Następnym ruchem było jego pełne pasji przemówienie przed legislaturą stanową, które przesądziło o poparciu Delaware oraz naturalnie  Bidena i Rotha.

Był to pierwszy tak wyraźny sygnał przychodzący od konretnego stanu. Potem zaczęło napływać z innych stron Ameryki. Skielnik jednak na laurach nie spoczął. Lobbował do końca. Odbywał dziesiątki spotkań, wygłaszał przemówienia prezentując argument na rzecz Polski w rodzinie demokratycznych państw Zachodu.

W lipcu 1997 roku Polska, Czechy i Węgry otrzymały zaproszenie do oficjalnych negocjacji wstąpienia. Wreszcie, 30 kwietnia 1998 roku Senat USA większością 80:19 powiedział rozszerzeniu o te trzy państwa "TAK". W styczniu roku kolejnego sekretarz generalny Sojuszu Javier Solana popieranych przez USA kandydatów oficjalnie zaprosił w szeregi NATO.

Wreszcie, 12 marca 1999 roku w miejscowości Independence na przedmieściu Kansas City w Bibliotece Harry’ego Trumana, inicjatora utworzenia NATO, ówczesny minister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej - prof. Bronisław Geremek - podpisał protokół potwierdzający przystąpienie Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. W wystąpieniu polskiego ministra znalazły się słowa:

"Dziś z radością i dumą świętujemy kres dwubiegunowego świata, który symbolizowała żelazna kurtyna. Szczególną satysfakcję sprawia to tym, którzy tak wiele przez ostatnich 50 lat poświęcili walce o wolność. Zimna wojna, która przymusowo wyłączyła nasz kraj z Zachodu, kończy się dla Polaków wraz z naszym przystąpieniem do NATO... Polska w sojuszu będzie dobrym i wiarygodnym sojusznikiem na dobre i złe. Jesteśmy gotowi czerpać zarówno z korzyści wynikających z członkostwa w sojuszu, jak i spełniać spoczywające na członkach zobowiązania."


Premier Jerzy Buzek dziękuje Stefanowi Skielnikowi za jego walkę. W środku ambasador Jerzy Koźmiński. Foto: Archiwum Stefana Skielnika

Był to wielki dzień Stefana Skielnika, polskiego Amerykanina, który jak nikt inny w USA do tej pamiętnej chwili się przyczynił. Jak mu kiedyś powiedział Joe Biden: "Załatwiłeś to Polsce! Bądź dumny".

Skielnik zachowuje należny dystans do takich komplementów.

- No cóż, trzeba było rękę przyłożyć, to się przyłożyło. Jak w każdym budowaniu domu, trzeba wbić ten pierwszy gwóźdź. Jak ktoś uważa, że dla tej budowy w Ameryce, mój "gwóźdź" był ważny, to mu dziękuję... - mówi 91-letni cichy bohater cywilizacyjnego awansu III RP.

Dochowując wierności zasadom przyzwoitości i pamięci Stefan wymienia trzy osoby z polskiej ambasady w Waszyngtonie najbardziej zaangazowane w lobbing na rzecz Polski w NATO, z którymi współdziałał. Był to szef placówki ambasador Jerzy Koźmiński, radca Bogusław Winid bezpośrednio odpowiedzialny z kwestię akcesji, niezmordowany w kontaktach z amerykańskimi senatorami i sekretarz ambasady Mariusz Handzlik pozostający w bieżącym kontakcie ze Stefanem Skielnikiem. Pierwszy z nich kieruje znaną polsko-amerykańską Fundacją Wolności, drugi misją RP przy ONZ, trzeci stracił życie w katastrofie smoleńskiej.

- Prawdziwi Polacy! - mówi o nich lider polonijny.

My powiedzmy zaś, co się Stefanowi Skielnikowi należy:

Gdyby nie tacy jak pan, nie bylibyśmy, ani w NATO, ani nie mieli dziś wojsk amerykańskich w Polsce.