Wynika to z dwóch przesłanek. Po pierwsze, agentów “wojskówki” było znacznie mniej, a ich działalność okrywała większa tajemnica niż tych, którzy donosili bezpiece. Po drugie, wciąż pokutuje w Polsce błędne przekonanie, że podpisanie zobowiązania do pomocy wywiadowi wojskowemu można wytłumaczyć patriotyczną motywacją, bo oznaczało ono współpracę z siłami zbrojnymi, a nie z policją polityczną.
Z pierwszym argumentem trudno dyskutować, bo jest racjonalny i słuszny. Z drugim od dawna polemizują historycy, szczególnie pracujący w Instytucie Pamięci Narodowej, wykazując na licznych przykładach, że głównym zadaniem “wojskówki” wcale nie była obrona granic PRL, ale zwalczanie wszelkich ruchów niepodległościowych w kraju, także poza armią.
Mimo tych starań fachowców od najnowszych dziejów Polski, część rodaków w dalszym ciągu z szacunkiem i ze zrozumieniem patrzy na agentów – także cywilnych – wojskowych służb specjalnych. O ile donoszenie SB traktowane jest jako czynność wstydliwa i hańbiąca, o tyle dostarczanie podobnych w treści oraz w zakresie szkodzenia bliźnim informacji oficerom w mundurach Ludowego Wojska Polskiego usprawiedliwia się standardowym, często używanym przez postkomunistów powiedzeniem: “jaka ta PRL była, taka była, ale innej ojczyzny w latach 1945-1989 przecież nie mieliśmy”.
Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu. Niemal cała uwaga w dziele tropienia oraz wykrywania komunistycznych donosicieli skupia się w Polsce na tajnych współpracownikach bezpieki, których akta przejął i systematycznie udostępnia IPN. Jeżeli ktoś uzyskuje status osoby poszkodowanej w rozumieniu ustawy o tymże Instytucie, widzi się w nim człowieka prawego, niezłomnego, a bywa że i bohatera. Trudno jednak wykluczyć, iż ten sam bojownik o niepodległość, zapisany jako figurant (czyli osoba inwigilowana i prześladowana) przez bezpiekę, był jednocześnie agentem “wojskówki”, która lepiej chroniła przed dekonspiracją – również po 1989 roku – swoich ludzi.
Mogło też być odwrotnie: współpracownik bezpieki znajdował się pod czujną obserwacją wojskowego wywiadu lub kontrwywiadu, o czym SB wcale nie musiała wiedzieć. W uważanym przez nią za lojalnego agenta człowieku “wojskówka” widziała niebezpiecznego wroga ustroju i groźny element antypaństwowy.
Ponieważ archiwa wojskowych służb pozostają tajne o wiele dłużej, niż policyjnych, a niektóre zawarte w nich dokumenty nigdy nie ujrzą światła dziennego, trudno jest jednoznacznie wyrokować o tym, ile nazwisk zasłużonych dla utrwalania komunizmu w Polsce ludzi wypłynie na wierzch dzięki statutowej działalności IPN.
Jerzy Bukowski












