Władzom PiS nie chodzi o słuszną według nich treść tego listu, ani o meritum mocnego wystąpienia Ziobry, lecz o nieuzgodnienie tych poczynań z nimi
– A przecież umawialiśmy się, że będziemy takie rzeczy konsultować. Aczkolwiek nikt z nas nie kwestionuje wagi samego problemu zagrożonej wolności słowa – powiedział portalowi szef sztabu wyborczego PiS i także europoseł Tomasz Poręba.
Również rzecznik partii Adam Hofman potwierdził, że nie poinformowali go oni o swoich wystąpieniach, mimo że PiS wprowadził niedawno, w związku z kampanią wyborczą, zasadę uzgadniania wszelkich publicznych wystąpień z kierownictwem.
– Jarosław Kaczyński był na nich wściekły – stwierdził nieoficjalnie bliski prezesowi polityk.
“Nasi rozmówcy podkreślali, że mieli inną wizję podjęcia debaty o polskiej prezydencji, zwłaszcza na forum europejskim. Woleli więcej tematyki społecznej i gospodarczej. I chcieli aby wystąpienia opozycji nie kojarzyły się z awanturnictwem, o co z pewnością oskarżą teraz cały PiS mainstreamowe media. – Nie po raz pierwszy Ziobro prowadzi własną grę. A przecież wszedł do sztabu i powinien się czuć odpowiedzialny za całość kampanii – powiedział nam europoseł PiS” – czytamy w portalu wPolityce.
Czyżby więc rację miał wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który komentując wystąpienia europarlamentarzystów PiS w Telewizji TVN 24 zastanawiał się, czy nie mamy do czynienia ze świadomym sabotażem zarządzeń kierownictwa tej partii przez niektórych jej nader ambitnych polityków?
Jerzy Bukowski
(220).jpg)
















