– Na razie ruszamy w bardzo mocno okrojonej w formie, ponieważ zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów na łódź będziemy mogli zabrać tylko sześć osób, a w normalnych warunkach zabraliśmy dwanaście. Będziemy musieli stosować środki ochrony czyli maseczki i przyłbice, a turyści którzy będą siedzieli na łodziach w pewnych odległościach, będą także mieli obowiązkowo maseczki – powiedział PAP prezes Polskiego Stowarzyszenia Flisaków Pienińskich Jerzy Regiec.
Zaznaczył, że takiej sytuacji na spływie nie było od stanu wojennego.
– Flisacy jeszcze decydują się, kto podejmie pracę, bo nie będziemy pływać w pełnym składzie, jednak chcemy ruszyć ze względów wizerunkowych i żeby turyści o nas nie zapomnieli. Nie liczymy na duży zarobek, raczej na odrobienie kosztów, ale chcemy, żeby ludzie zmęczeni już sytuacją epidemiczną mogli choć na chwilę mieć kontakt z przyrodą Pienin i podziwiać piękny przełom Dunajca – dodał Regiec.
“Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich organizuje spływy przełomem Dunajca od 1934 roku, ale pierwsze turystyczne rejsy odbywały się już w połowie XIX wieku. Spływ przełomem Dunajca na drewnianych tratwach rozpoczyna się w Sromowcach-Kątach i ma dwa warianty: krótszy – do Szczawnicy – i dłuższy – do Krościenka. Trasa do Szczawnicy ma długość 18 km, a jej pokonanie zajmuje 2 godziny i 15 minut. Spływ do Krościenka trwa 2 godziny i 45 minut i jest o pięć kilometrów dłuższy” – czytamy w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.











