Tego, że po spektakularnej porażce prezydenckiej zaczną się w PO ostre rozliczenia było oczywiste, ponieważ tak zawsze bywa w każdej partii w podobnych okolicznościach. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko pojawi się niewiara licznych członków tej formacji w zdobycie przez nią na tyle sporej liczby mandatów w jesiennych wyborach do parlamentu, aby mogli je uzyskać wszyscy chętni, zwłaszcza z dalszych szeregów.
Jakość każdej partii poznaje się głównie po jej zachowaniu w momentach trudnych, a takim niewątpliwie jest dotkliwa porażka jej kandydata w walce o prezydenturę, którą część władz Platformy nieudolnie chce przypisać wyłącznie Bronisławowi Komorowskiemu i jego sztabowi. Poważne i odpowiedzialne ugrupowanie zwiera w takich momentach szyki, zaciska zęby, a nade wszystko demonstruje na zewnątrz zwartość oraz gotowość do odrobienia strat w następnych wyborach.
To, że niektórzy członkowie wciąż jeszcze rządzącej partii już myślą wyłącznie o swojej politycznej przyszłości w innych miejscach wystawia fatalne świadectwo nie tylko im, ale także całej Platformie Obywatelskiej.
















