“- Na wjeździe nie było korków, bo tam tylko pobiera się bilet. Kiedy dojechałam do bramek w Nowej Wsi koło Torunia, sznur aut ciągnął się kilka kilometrów. Czekałam w kolejce do kasy ponad godzinę” – powiedziała gazecie.
W związku z nieplanowanym postojem Trzęsimiech-Kocur wysłała spółce GTC przedsądowe wezwanie do zapłaty 29,90 zł. Taką kwotę uiściła bowiem za przejazd odcinkiem Gdańsk-Toruń.
Ponieważ spółka nie zwróciła jej pieniędzy, pani mecenas złożyła pozew, w którym napisała:
“12 lipca ilość samochodów korzystających z autostrady była tak duża, że uniemożliwiała płynny ruch samochodowy, a korzystając z płatnej autostrady, każdy użytkownik oczekuje komfortu przejazdu. Gdybym wiedziała o powyższym, wybrałabym alternatywną trasę, tym bardziej że podróżowałam z małym dzieckiem. GTC nienależycie wykonała umowę, zaś firma, która monitoruje ruch na autostradzie, nie poinformowała kierowców o tworzących się korkach”.
Ciekawe, czy obrońca spółki powoła się w sądzie na słynne już słowa wicepremier oraz minister infrastruktury i rozwoju: “gdzie są bramki, tam są korki”.
















