Kierowane przez Henryka Pacha Stowarzyszenie im. płk. Ryszarda Kuklińskiego ma teraz pół roku na zgromadzenie środków finansowych i wybudowanie monumentu.
Pomnik, na który składają się wysoka na 9,5 metra i przypominająca szablę parabola oraz biegnący pod nią walący się mur berliński z wyrwą w kształcie litery V zaprojektowali profesor Czesław Dźwigaj z architektem Krzysztofem Lenartowiczem.
Osobiście wolałbym – o czym już tutaj pisałem – monument figuralny, a nie abstrakcyjny, ponieważ wizerunek płk Kuklińskiego nie jest powszechnie znany Polakom i dobrze byłoby zobaczyć go w realnym odzwierciedleniu artystycznym. Znakomite jest natomiast jego usytuowanie w centrum komunikacyjnym Krakowa (obok dworców PKP i PKS oraz jednej z największych galerii handlowych), gdzie będą go oglądać dziesiątki tysięcy osób dziennie.
Należy też przypomnieć, że patron placu był jedną z tych osób, które – obok profesora Zbigniewa Brzezińskiego i ambasadora Polski w USA Jerzego Koźmińskiego – zrobiły najwięcej dla rehabilitacji “pierwszego polskiego oficera w NATO”, kiedy stało się to ważnym warunkiem wstąpienia naszego kraju do Paktu Północnoatlantyckiego, co lepiej zrozumieli w połowie lat 90. postkomuniści Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski i minister spraw wewnętrznych Leszek Miller, niż wcześniej Lech Wałęsa oraz politycy obozu “solidarnościowego”.
Pomnik ma kosztować 400 tysięcy złotych, nie licząc zagospodarowania otoczenia, a także oświetlenia i monitoringu, które mają zapobiec jego ewentualnym dewastacjom.
Inicjatorom upamiętnienia w monumentalnej formie płk. Ryszarda Kuklińskiego w centrum miasta, którego jest on honorowym obywatelem należą się słowa podziękowania i uznania za konsekwencję.
















