Nie z powodu kontuzji, nie z powodu logistyki — z powodu zasad. Rosja wróciła pod własną flagą po raz pierwszy od 2014 roku, a Polska uznała, że nie zamierza przy tym stać i klaskać.
Sześć rosyjskich sportowców, siedem zbojkotowanych krajów
Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski podjął we wrześniu 2025 roku decyzję, która od początku pachniała kłopotami: zezwolił sześciu rosyjskim i czterem białoruskim sportowcom na start pod własnymi flagami, z własnymi hymnami, jakby nic się nie wydarzyło. Jakby nie było Buczy, Irpienia, rakiet na centra handlowe i szpitale, jakby Rosja nie prowadziła od czterech lat pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Reakcja była natychmiastowa, choć — co bolesne — ograniczona. Siedem krajów oficjalnie zbojkotowało ceremonię otwarcia z powodów politycznych: Polska, Ukraina, Czechy, Estonia, Finlandia, Łotwa i Litwa. Wielka Brytania i Francja odmówiły wysłania przedstawicieli rządowych, ale swoich sportowców na paradę nie wycofały — tłumacząc to „priorytetem wyników sportowych”, co brzmi elegancko, ale w praktyce oznacza: protestujemy, ale nie za bardzo.
Polska nie szukała kompromisu. Ministerstwo Sportu i Turystyki ogłosiło krótko i jasno: dopóki trwa rosyjska agresja na Ukrainę, udział sportowców Rosji i Białorusi pod ich flagami narodowymi jest absolutnie nie do zaakceptowania. Polscy paraolimpijczycy startowali w zawodach — ale w ceremonii otwarcia nie wzięli udziału.
Rosja na paraolimpiadzie, Rosja w Iranie — te same flagi, te same kłamstwa
To, co czyni ten bojkot szczególnie wymownym, to kontekst, w którym się odbył. W tym samym tygodniu, w którym rosyjska flaga dumnie powiewała na Arena di Verona, amerykańskie media — powołując się na anonimowych urzędników administracji USA — poinformowały, że Rosja miała przekazywać Iranowi informacje wywiadowcze o pozycjach amerykańskich okrętów i samolotów. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, oznaczałoby to, że Moskwa nie tylko prowadzi wojnę w Ukrainie — aktywnie pomaga Iranowi w walce z sojusznikiem Polski, Stanami Zjednoczonymi.
Dla Polaków ta zbieżność wydarzeń jest wyjątkowo czytelna. Rosja zagraża bezpieczeństwu Polski od lat, prowadzi wojnę z naszym sąsiadem, a teraz wspiera reżim, z którym walczą nasi sojusznicy. A Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski mówi: „Szanujemy proces demokratyczny naszych członków” i zaprasza rosyjskich sportowców pod flagą, którą wielu Ukraińców — w tym paraolimpijczycy, z których część straciła kończyny na rosyjskich minach — kojarzą z terrorem i śmiercią.
Irański paraolimpijczyk też nie dotarł
Na marginesie ceremonii rozegrała się jeszcze jedna cicha historia. Iran miał na Paraolimpiadzie jednego sportowca — narciarza biegowego Aboulfazla Chatibiego. Nie dotarł do Werony. Nie mógł bezpiecznie wyjechać z kraju ogarniętego bombardowaniami amerykańsko-izraelskimi. Irańska flaga nie pojawiła się na paradzie — nie z powodu bojkotu, ale dlatego, że wojna dosłownie uniemożliwiła jednemu człowiekowi dotarcie na zawody, do których przygotowywał się latami.
Rosja przyszła pod swoją flagą, choć prowadzi agresję. Iran nie przyszedł, bo sam jest pod atakiem. Paraolimpiada, która miała celebrować ludzkiego ducha i pokonywanie przeszkód, stała się lustrem świata, w którym przeszkody stawia nie ciało, a polityka.
Dlaczego to ważne dla Polonii w Ameryce
Polacy w USA mogą wzruszyć ramionami: paraolimpiada, bojkot ceremonii — co to ma wspólnego z moim życiem na Long Island czy w Chicago? Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje.
Polska jest jednym z niewielu krajów w Europie, które konsekwentnie i bez wahania stają po stronie Ukrainy, po stronie zasad i po stronie sojuszy — nawet gdy to niewygodne. Zbojkotowała ceremonię otwarcia paraolimpiady, choć jej sportowcy startują w zawodach. Jej minister obrony poleciał do Waszyngtonu na ceremonię wręczenia Medalu Honoru amerykańskiemu żołnierzowi, który zginął, ratując Polaka. Jej żołnierze stacjonują w Iraku. Jej rząd monitoruje bezpieczeństwo Polaków na Bliskim Wschodzie.
Dla 10 milionów Polaków w Ameryce to potwierdzenie czegoś, co czują od pokoleń: Polska nie jest krajem, który się chowa. Polska jest krajem, który staje — nawet gdy obok stoi tylko sześć innych.
Szef IPC: „Dajemy drugą szansę”
Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego, Andrew Parsons, bronił decyzji o dopuszczeniu Rosjan w sposób, który mógłby być zabawny, gdyby nie był tragiczny. Na pytanie o rosyjskich żołnierzy, którzy po służbie na froncie w Ukrainie startują teraz jako paraolimpijczycy, odpowiedział: „Ruch paraolimpijski oferuje drugą szansę.” Nie sprecyzował, czy Ukraińcy, którzy stracili kończyny od rosyjskich rakiet, też uważają to za kwestię „drugiej szansy”.
Parsons dodał, że IPC „szanuje decyzję” krajów bojkotujących i że „monitoruje sytuację” na Bliskim Wschodzie. Sport ma łączyć. Sport ma inspirować. A gdy nie umie robić ani jednego, ani drugiego — przynajmniej ma być cicho i nie przeszkadzać. W Weronie w piątek wieczorem nawet to się nie udało.
Głos Polonii w USA — poland.us. Więcej o Polsce, Polonii i świecie — codziennie na poland.us.












