Według dziennikarza większość będących jego rodakami turystów z zachwytem przysłuchuje się melodii, ponieważ nie wiedząc, że pieśń ta jest “antyniemiecka”. Według niego większość z nich, gdy dowiaduje się o jej treści, jest poirytowana.
– To brak szacunku. Występowanie jednego narodu przeciwko drugiemu zawsze jest złe – powiedziała na antenie Deutschlandradio jedna z niemieckich turystek (wszystkie cytaty za wPolityce).
Kolejna wskazała na trudne polsko-niemieckie pojednanie.
– Granie tej melodii na pewno nie pomoże w budowie przyjaznych relacji między Polakami a Niemcami – stwierdziła.
Reporter znalazł też mieszkankę Gdańska, która uważa, że ten sposób witania gości z Niemiec jest “trochę nieuprzejmy”.
– Powinni wyciąć “Rotę” i zamiast tego grać jakąś europejska piosenkę – powiedziała mu.
Większość Gdańszczan jednak – zaznaczył smutnym głosem reporter – broni “Roty”. – Są tacy, którzy pytają, dlaczego gramy “Rotę” tylko raz dziennie. Chcieliby, by było to częściej. Jak pan sobie to wyobraża? Mamy zrezygnować z całego naszego dorobku kulturowego? Mamy nie przypominać o traumatycznych historycznych wydarzeniach w imię poprawności politycznej? To byłoby absurdalne. Wtedy musielibyśmy zniszczyć literaturę na temat obozów koncentracyjnych i zlikwidować miejsca pamięci, które o tej zbrodni przypominają – wyjaśniła w rozmowie z nim rzeczniczka mieszczącego się w ratuszu Muzeum Historycznego Miasta Gdańska Monika Kryger.
Dziennikarz Deutschlandradio jest jednak innego zdania:
– W ten sposób “Rota” zamienia się w Gdańsku w żywy antyniemiecki folklor. Mówi się, że relacje między Polakami i Niemcami nigdy nie były tak dobre jak dziś. O dwunastej, w południe, w Gdańsku, w Danzig, można usłyszeć jak kruchy jest ten blask porozumienia.
Ciekawe, czy niemieckiemu reporterowi przypadłaby do gustu jakakolwiek inna polska pieśń, odwołująca się do burzliwych stosunków między naszymi państwami?
















