Dla sierot po PRL o mentalności niewolników i o mózgach przeżartych komunistyczną propagandą nie ma żadnej różnicy pomiędzy Układem Warszawskim a Paktem Północnoatlantyckim poza tą, że za pierwszym tęsknią, a drugiego szczerze nienawidzą. Trudno więc od nich wymagać zrozumienia, że dobrowolne wchodzenie niepodległego państwa w sojusze wojskowe jest czymś zgoła innym od bycia siłą zniewolonym przez obce mocarstwo.
Na szczęście ich głosy coraz rzadziej przebijają się w debacie publicznej, co dobrze świadczy o dojrzałości naszego społeczeństwa. Mają jednak także dobra stronę: dzięki nim dokładnie witać kto jest za wolną Polską, a kto chciałby jej dalszej pełnej podległości Kremlowi.










