“Aukcja wywołała w Polsce spore poruszenie. Pojawiły się pytania, czy zakupem dokumentu nie powinien zająć się minister kultury. Bogdan Zdrojewski nie zajął jednak jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Ministerstwo na razie milczy. Nie wiadomo więc, czy doszło do jakichkolwiek, nieoficjalnych rozmów między przedstawicielami ministerstwa a właścicielem cennej kopii” – napisał o tej sprawie “Dziennik Polski”.
Według dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie Zofii Gołubiew, kopia listy Schindlera jest wprawdzie niezwykle cennym zabytkiem, ale to nie polskie władze powinny przeznaczyć środki na jego zakup.
“- Byłoby wspaniale, gdyby kopia tej listy trafiła na przykład do Fabryki Schindlera – Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, ale w obecnej sytuacji jest to nierealne. Jesteśmy w kryzysie, a budżet ministerstwa kultury jest ograniczony. Nie możemy sobie pozwolić na zakup wielu innych, cennych dzieł” – powiedziała Gołubiew krakowskiej gazecie.
Według niej rozwiązaniem mogłaby być zbiórka publiczna. W taki właśnie sposób Muzeum Narodowe w Krakowie weszło kiedyś w posiadanie historycznego obrazu “Kościuszko pod Racławicami” Jana Matejki z 1888 roku.
“- Cena obrazu nie miała wówczas żadnego znaczenia, bo jeszcze za życia malarza ludźmi kierowały uczucia patriotyczne. Tak samo zakup oryginalnej kopii listy Schindlera mógłby zjednoczyć społeczność żydowską mieszkającą nie tylko w Polsce, ale i w Stanach Zjednoczonych, a także w Izraelu – jako wyraz pamięci o rodakach, których nazwiska znalazły się na tej liście” – dodała Gołubiew.
Dyrektor Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie Jonathan Ornstein twierdzi, że trzy miliony dolarów za listę to jednak spora suma.
“- Jest wiele innych celów, choćby pomoc ofiarom Holocaustu, na które można by przeznaczyć taką kwotę” – powiedział “Dziennikowi Polskiemu”.
















