Od kilku lat krakowskie środowiska kombatanckie i niepodległościowe krytykowały prezydenta miasta., profesora Jacka Majchrowskiego, za urządzanie 18 stycznia każdego roku uroczystości z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia Krakowa. Wspierani przez historyków działacze tych stowarzyszeń wypominali włodarzowi podwawelskiego grodu, że w styczniu 1945 roku mieliśmy do czynienia z zamianą okupacji niemieckiej na sowiecką, a nie z żadnym wyzwoleniem, które zakłada przywrócenie status quo ante, jak działo się to pod koniec II wojny światowej w krajach zachodniej Europy.
Prezydent Majchrowski długo nie ustępował, z uporem broniąc tej wersji najnowszych dziejów, jaka obowiązywała w peerelowskiej historiografii. Popierali go ci kombatanci i politycy, dla których nadal ważniejszy jest proletariacki internacjonalizm niż polski patriotyzm. Ponieważ kropla drąży skałę, a mur kruszeje od systematycznego bicia weń głową, doczekaliśmy się jednak znaczącej zmiany w jego opinii na temat wydarzeń ze stycznia 1945 roku.
Na zaproszeniach rozesłanych na tegoroczną uroczystość napisane było bowiem, że odbywa się ona dla uczczenia 63. rocznicy zakończenia okupacji niemieckiej w Krakowie, a kwiaty będą złożone nie tylko pod przeniesionym 11 lat temu spod Barbakanu na wojskową kwaterę cmentarza Rakowickiego pomnikiem ku czci Armii Czerwonej oraz na otaczających go grobach jej żołnierzy, ale także na mogiłach członków Armii Krajowej, którzy walnie przyczynili się do ocalenia zabytków podwawelskiego grodu przed zniszczeniem ich przez wycofujący się z miasta Wehrmacht.
I jak tu nie wierzyć marszałkowi Piłsudskiemu?
Jerzy Bukowski













