Vatican News / Svitlana Duchowycz, Artur Hanula
Być matką w czasie wojny
Oksana jest nauczycielką i mieszka w Kijowie z ośmioletnią córką. „Nigdy wcześniej nie żyłam podczas wojny, więc dopiero się tego uczę” – opowiada Radiu Watykańskiemu – Vatican News, pytana o doświadczenie bycia matką w tak trudnej rzeczywistości.
Ukrainka przyznaje, że zmęczenie jest ogromne: „Muszę wszystko kontrolować, wszystko organizować, wszystkiego się spodziewać. A w Kijowie, szczególnie od końca sierpnia, wygląda to tak, jakby trwał nieustanny alarm: przez kilka godzin, a czasem zaledwie przez kilka minut, jest odwołanie alarmu, a potem wszystko zaczyna się od nowa”.
Edukacja pod bombami
Trudności związane z funkcjonowaniem szkoły w czasie wojny są szczególnie dotkliwe. W prywatnej szkole Oksany schron znajduje się w pomieszczeniach na parterze kompleksu mieszkalnego, jednak przestrzeń nie jest wystarczająca, aby każda klasa mogła przebywać w osobnym pomieszczeniu. Podczas alarmów dzieci z różnych klas muszą więc odbywać lekcje w tej samej przestrzeni. Do tego dochodzi ciągłe przemieszczanie się między salami lekcyjnymi a schronem.
Po nocy, podczas której trwały bombardowania, wiele dzieci przychodzi do szkoły zmęczonych i rozdrażnionych, a niektóre wciąż zmagają się ze strachem i brakiem snu.
Sytuacja jest trudna również dla rodziców. Nie wszyscy mogą zostać w domu z dziećmi podczas alarmów: niektórzy muszą nadal pracować, a kiedy warunki na to pozwalają, wolą przyprowadzić dzieci do szkoły, gdzie niemal zawsze czeka na nie nauczyciel.
Dzieci a wojna
Każde dziecko reaguje na wojnę na swój sposób. Oksana opowiada o zdarzeniu, które szczególnie ją poruszyło. Podczas jednego z alarmów, gdy jej córka Nastia bawiła się z dwiema koleżankami, jedna z dziewczynek zaczęła krzyczeć w panice: „Mamo, alarm! Mamo, uciekajmy!”.
Jej mama wzięła ją na ręce i schroniły się pod wejściem do budynku. Oksana dowiedziała się później, że taka reakcja lękowa powtarza się już od pewnego czasu. Aby spróbować ją uspokoić, ktoś włączył muzykę, podczas gdy wokół wciąż słychać było eksplozje.
„Moja córka reaguje na to wszystko dość spokojnie – dodaje Oksana – być może po prostu obserwuje, jak ja reaguję, i przejmuje mój nastrój. Staram się nie wpadać w panikę. Oczywiście czasami się boję, ale próbuję jej mówić: »No już, spokojnie, wszystko będzie dobrze«”. „Układ nerwowy naprawdę już tego nie wytrzymuje” – przyznaje Oksana.
„Dlaczego niszczyć cały naród?”
Ukraińska nauczycielka ma nadzieję, że wojna wkrótce się skończy. Opowiada, że dostrzega wokół siebie głębokie zmęczenie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Jednocześnie mówi, że wśród znanych jej osób nie widzi gotowości do rezygnacji z tego, co uważają za najważniejsze. Codzienne wiadomości o ofiarach, także wśród dzieci, wzmagają gniew i niezrozumienie wobec agresora.
„Właśnie wczoraj czytałam wiadomość o dziecku, które zostało zabite tutaj, w obwodzie kijowskim. Trudno zrozumieć, dlaczego to wszystko musi się dziać. Dlaczego nas tutaj zabijać? Dlaczego niszczyć cały naród?” – mówi Oksana.
Nauczycielka słyszy pytania o to, czy chciałaby wyjechać. „Dlaczego miałabym wyjechać? To moje miasto, miejsce, w którym się urodziłam, gdzie spędziłam dzieciństwo i gdzie pracuję. Mam tutaj wszystko: dom moich rodziców, moje korzenie, wszystko, co jest mi bliskie i znajome” – podkreśla.











