Nawet jeśli czołowi politycy obu tych partii poprzepraszają się nawzajem w obecności kamer oraz mikrofonów i solennie przyrzekną, że już nigdy więcej nie użyją wobec siebie mowy nienawiści, to przecież nikt w Polsce im nie uwierzy. Skoro nie stało się tak po 10 kwietnia, próżne są nadzieje na zasadniczą odmianę po łódzkiej tragedii lub po jakimkolwiek innym dramacie.
Nie mają więc najmniejszego sensu rozlegające się co pewien czas nawoływania do przeprosin, które – gdybyśmy je nawet usłyszeli z ust polityków PiS i PO – byłyby li tylko pustymi słowami.
Jerzy Bukowski
(147).jpg)











