Ta rzucająca się oczy nieobecność wywołała zrozumiałe rozżalenie polskiej emigracji politycznej i żołnierskiej w Wielkiej Brytanii. Uznali ją oni za despekt, zwłaszcza że 4 lipca, czyli dokładnie w 70. rocznicę tragicznej śmierci gen. Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej, hołd złożył mu przy sarkofagu w podziemiach królewskiej katedry na Wawelu prezydent Bronisław Komorowski. Logika nakazywałaby więc, aby do katedry Westminster przybyli wysocy przedstawiciele rządu.
Niestety, przyjechał tylko szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Ciechanowski, który nie jest konstytucyjnym ministrem. Towarzyszyli mu przedstawiciele Ambasady RP w Londynie, która objęła honorowy patronat nad skromnymi uroczystościami.
W okrągłą rocznicę śmierci byłego premiera i Wodza Naczelnego w mieście, które było przez kilka lat stolicą władz II Rzeczypospolitej na Uchodźstwie i miejscem jego pierwszego pochówku powinni zjawić się obecny szef rządu i resortu obrony narodowej, a może również Sztabu Generalnego.
Wiernie kultywująca tradycje II RP i strzegąca przez ponad pół wieku konstytucyjnej ciągłości państwa emigracja poczuła się zlekceważona przez ekipę Donalda Tuska.
















