Najnowszy przykład z Limanowej pokazuje, że może tak być, chociaż nawet inni mieszkający w pobliżu Cyganie uważają, że nie może tu być mowy o żadnych narodowościowych waśniach, ale mamy do czynienia po prostu z uciążliwym sąsiedztwem.
Mimo to prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce Roman Kwiatkowski zapowiedział złożenie zawiadomienia do Prokuratury Okręgowej w Krakowie o możliwości popełnienia przestępstwa podczas próby linczu.
O co chodzi? Jak poinformowały lokalne media, należący do znanej z głośnego i dosyć luźnego stylu życia (zwłaszcza w nocy) cygańskiej rodziny pies zaatakował kilka dni temu ciężarną kobietę. W odwecie grupa Polaków usiłowała wtargnąć do mieszkania Cyganów. Aby zażegnać wiszący w powietrzu konflikt musiała interweniować policja, ściągając posiłki z Krakowa.
– W Limanowej nie ma problemu romsko-polskiego. Nasi Romowie żyją spokojnie z sąsiadami. Jest jedna patologiczna rodzina i to stanowi zarzewie sporu sąsiedzkiego – powiedział Polskiej Agencji Prasowej burmistrz Limanowej Marek Czeczótka.
Władze miasta postanowiły założyć monitoring na bloku, w którym zamieszkuje konfliktowa rodzina, by na bieżąco obserwować, co się dzieje w okolicy.
– Przedstawimy także Radzie Miasta wniosek o wykupienie działki i postawienie kontenera, do którego przeniesiona zostanie rodzina Romów, która zgadza się na takie rozwiązanie. Kontener – w jakim mieszkają m.in. powodzianie – postawiony zostanie w jak najmniej konfliktowym miejscu. Nie znajdzie się on jednak w pobliżu zamieszkania innych rodzin romskich. Nie ma na to przyzwolenia z ich strony, gdyż konfliktowa rodzina źle rzutuje na całą społeczność. My nie mamy problemów z Romami. Mamy jedną patologiczną rodzinę – podkreślił burmistrz w rozmowie z dziennikarzem PAP.
Kwiatkowski skrytykował pomysł umieszczenia rodziny w kontenerze.
– Gdzie ich dadzą? Do kontenera? Z tymi dziećmi? Tylko czekać, aż przyjdą i ich podpalą. Romowie się tam boją. Jeśli faktycznie ktoś zawinił, to niech poniesie konsekwencje, ale nie może być samosądów – powiedział PAP.
Jego zdaniem w Polsce nie może być tak, że władze przyglądają się tego typu sytuacjom i nie wyciągają żadnych konsekwencji.
“11-osobowa rodzina, w której nikt nie pracuje, korzysta z różnych form opieki społecznej. Zdaniem władz miasta, łączna kwota tej pomocy po zsumowaniu wynosi kilka tysięcy miesięcznie. Jak podawały lokalne media, rodzina zalega z opłatami za czynsz i kłóci się z sąsiadami, którzy od dawna domagają się przesiedlenia rodziny” – czytamy w depeszy PAP.
Jerzy Bukowski












