Trasę jego wędrówki śledzili pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego i naukowcy z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, którzy założyli mu obrożę z nadajnikiem GPS określającą co 30 minut jego położenie oraz pozwalającą dowiedzieć się o tym, jak wykorzystuje środowisko, jak zdobywa pokarm i szuka miejsc odpowiednich do zimowego snu.
Jak już tutaj pisałem 9 maja, Iwo trzykrotnie przeszedł główną grań Tatr na wysokości 2200-2400 metrów nad poziomem morza, pokonując strome ściany Kieżmarskiego Szczytu i Łomnicy. Na Węgrzech spędził tydzień, po czym wyruszył w drogę powrotną i dotarł do Bieszczad.
“Wschodnią Słowację Iwo przemierzał głównie nocami, aby unikać kontaktu z ludźmi. Część jego trasy wiodła przez tereny nieodpowiednie dla niedźwiedzi – z wieloma drogami i osadami ludzkimi. Iwo przekroczył m.in. autostradę D1 pomiędzy Koszycami a Preszowem, prawdopodobnie pod mostem, jak uważają badacze. Przemieszczał się między niewielkimi kompleksami leśnymi, nocą szybko przekraczał pola uprawne, a nawet przepłynął przez zbiornik wodny Wielka Domasza na rzece Ondawie” – czytamy w “Gazecie Wyborczej”.
Przyrodnicy przypuszczają, że Iwo wyprawił się tak daleko w poszukiwaniu partnerki, której jednak nie znalazł. Może szczęście dopisze mu na ojczyzny łonie w Bieszczadach?
















