” -Wenecja jest otwarta dla wszystkich, nigdy nie zabronię nikomu wstępu, ale turystyka polegająca na tym, że wpada się tylko na chwilę, nie przynosi miastu wielkich korzyści, a powoduje koszty i dlatego trzeba to uregulować” – powiedział burmistrz (cytat za “Rz”).
Stwierdził on, że opłata turystyczna w wysokości kilku euro za dobę hotelową nie wystarczy na sfinansowanie wszystkich usług świadczonych milionom gości z całego świata i dlatego trzeba rozważyć możliwość wprowadzenia innej, zależnej od długości pobytu.
“Zgodnie z tą propozycją turysta, który spędzi nad Canal Grande tylko jedną noc i następnego dnia wyjedzie, zapłaci więcej. Wysokość opłaty będzie spadać z każdym kolejnym dniem pobytu w mieście. Byłaby ona nałożona także na pasażerów wielkich statków wycieczkowych wpływających na krótko do weneckiego portu. Zdaniem Brugnaro opłatę można by było pobierać także przy sprzedaży biletów na tramwaje wodne i pociąg. Miasto – przypomniał burmistrz – ma ogromne kłopoty finansowe i długi w wysokości 800 mln euro” – czytamy w gazecie.
Dyskusja na temat przyszłości turystyki w Wenecji trwa od dawna. Liczba gości – zwłaszcza jednodniowych – wzrasta, szczególnie w weekendy, kiedy bywa tam po 150 tysięcy zwiedzających dziennie (trzy razy więcej niż wynosi liczba mieszkańców).
“Władze wykluczają zarazem możliwość wprowadzenia dziennych limitów liczby turystów wpuszczanych do miasta” – napisała “Rzeczpospolita”.










