“Ustaliliśmy, że oskarżyciele z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w trakcie przesłuchań pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego pytają o podatność na naciski dowódcy załogi z 10 kwietnia kpt. Arkadiusza Protasiuka i drugiego pilota – mjr. Roberta Grzywny” – czytamy na stronie internetowej TVN 24.
Jak dowiedzieli się dziennikarze tej stacji, w wątku ewentualnych nacisków na załogę śledczy rozpatrują dwie hipotezy:
– gen Błasik zastąpił za sterami Tu 154 M 101 drugiego pilota majora Roberta Grzywnę;
– gen. Błasik przekonał kpt. Protasiuka, by podjął ryzyko i wylądował we mgle na lotnisku Siewiernyj.
Spytany o te hipotezy pułkownik Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, nie zaprzeczył, że są one rozpatrywane. Zaznaczył jednak:
– W pytaniach tych zawarta jest sugestia, co do określonego zachowania określonych osób, która uniemożliwia prokuraturze jednoznaczne odniesienie się do tych pytań. Niemniej informuję, iż Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie w toku śledztwa bada wszystkie okoliczności, które mogą doprowadzić do ustalenia przebiegu zdarzenia w kokpicie samolotu, zwłaszcza te, które mogły mieć wpływ na zaistnienie katastrofy.
Informacje TVN 24 o tych hipotezach potwierdzają przesłuchania wojskowych pilotów, do których udało się dotrzeć dziennikarzom. Piloci mówili, że szef Sił Powietrznych miał zwyczaj wchodzenia do kabiny pilotów i zajmowania ich miejsca.
– Były takie sytuacje, iż podczas lotu z gen. Błasikiem, wyżej wymieniony przychodził do kabiny i mówił do mnie “Panie poruczniku, Pan siedzi na moim miejscu. Ja będę leciał.” Ja takich sytuacji miałem około trzech. Nie jestem w stanie powiedzieć, co robił gen. Błasik, po tym jak ja opuściłem fotel II pilota. Ja w tym czasie siedziałem w przedziale pasażerskim. Gen. Błasik kazał mi opuścić fotel II pilota jeszcze przed startem. I siedział na moim miejscu do momentu lądowania. Takie zdarzenia miały miejsce w 2008 i 2009 roku. Były to loty do Dęblina i Malborka – zeznał w wojskowej prokuraturze jeden z pilotów z 36 pułku.
Dodał, że gen. Błasik zachowywał się tak też w trakcie innych lotów. Wymienił nazwiska dwóch innych pilotów, których też wyganiał z miejsca drugiego pilota.
– Tak zachowywał się tylko i wyłącznie generał Błasik – powiedział pilot.
Właśnie po jego zeznaniach, prokuratorzy zaczęli badać ten wątek. Planowali przesłuchać kolejnych pilotów.
Z ujawnionego stenogramu rozmów z kabiny Tu 154 M 101 wynika, że o godz. 8.39 (czas polski) odnotowano głos, zidentyfikowany jako gen. Błasika. Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych pułkownik Edmund Klich twierdzi, że dowódca Sił Powietrznych spędził w kabinie pilotów kilka minut i był w niej do samego końca.
Czy to możliwe, aby gen. Błasik mógł zasiąść w fotelu mjr. Grzywny?
– W kabinie Tu 154 M 101 było pięć miejsc siedzących: cztery dla załogi i jedno dodatkowe. Przy każdym powinien być zestaw słuchawek z mikrofonem. Piąta osoba mogła takiego radia używać – powiedział TVN 24 kapitan Grzegorz Pietruczuk, często pilotujący tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem.
W programie “Kropka na i” tej stacji były szef szkolenia Sił Powietrznych pułkownik rezerwy Piotr Łukaszewicz stwierdził, że w jego ocenie załoga nie miała warunków do prawidłowego przeprowadzenia podejścia do lądowania i podejmowania racjonalnych decyzji.
– Nagle w tej kabinie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ta kabina zamienia się w salę konferencyjną – stwierdził.
Pytany o obecność gen. Błasika w kabinie, Łukaszewicz podkreślał, że miał on do tego prawo, ale trzeba spytać, dlaczego się tam pojawił.
– Pierwsza rzecz, najważniejsza, to że musiał wejść wezwany do tej kabiny nie przez kapitana, ale przez dysponenta samolotu (…), być może przez dyrektora Mariusza Kazanę – podkreślił.
Zdaniem Łukaszewicza, gen. Błasik “pojawił się tam w momencie, kiedy było wiadomo, że są kłopoty”.
– Tylko po co? Może chciał pomóc? – zastanawiał się, ale w jego ocenie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jego obecność w kabinie pilotów była dla załogi pomocą.
Czy rzeczywiście drugi pilot mógł ustąpić miejsca gen. Błasikowi? Jego dobrego imienia bronią żyjący koledzy.
– Moja prywatna ocena jest tego rodzaju, że nie wyobrażam sobie, aby w trakcie feralnego lotu Robert mógł ulec jakimś naciskom. Robert był mniej doświadczony w lotach na tupolewie, w związku z tym nie mógł podejmować samodzielnie ryzykownych decyzji. Zawsze ostateczna decyzja należy do kapitana – zeznał inny żołnierz z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.
Pełniejszą odpowiedź na te pytania dadzą polskie ekspertyzy nagrań z kabiny pilotów.
Jerzy Bukowski
(138).jpg)











