I czego tak się przestraszyli, co ich tak zdołowało, że nie są w stanie nic rozsądnego zrobić, ani nic mądrego z siebie wykrztusić? Że patrzą na lud, który “wszedł do śródmieścia” już nie z wykrzywionymi od obrzydzenia i z nienawiści wargami, ale z lękiem i strachem w oczach? Że nie potrafią sklecić jednego rozsądnego zdania? Czego tak się boją?
“Kilku myśli, co nie nowe”? Wyniosłego milczenia, którego się nie spodziewali, oczekując wzamian słownej agresji? Spokojnego “tłumów marszu” i palonych przed pałacem prezydenckim “świec tysięcy”? Rzeczowej argumentacji, rozbijającej w proch i pył ich dobre samopoczucie? Możliwości sromotnej klęski?
Jak to powiedział Witold Gombrowicz w “Ślubie”? “Boja mają”.
Jerzy Bukowski















