– Nie jesteśmy ochroną budynku, tylko strażnikami miejskimi. Nasi ludzie byli na patrolach. Jest więc możliwe, że ktoś podbiegnie do budynku i coś na nim namaluje. Najważniejsze, że napis szybko zamalowaliśmy. Sprawca stracił pieniądze na kupno sprayów i nie ma satysfakcji, że jego “dzieło” dalej głosi swój przekaz – powiedział w rozmowie z Radiem Kraków-Małopolska zastępca komendanta krakowskiej straży miejskiej Radosław Gądek.
Według niego szybkie zamalowywanie napisów jest jednym z najlepszych środków na walkę z pseudografficiarzami.
To wszystko prawda, ale trochę jednak wstyd, że obiektem ataku chuliganów ze sprayami w rękach stał się akurat ten budynek.
















