Badanie trwa zaledwie dziesięć minut.
Bazuje na mechanizmie immunologicznym polegającym na tym, że organizm wytwarza przeciwciała wirusa, z którym wejdzie w kontakt. W tym wypadku z dobrze już znanym koronawirusem. Jeżeli więc w pobranej kropli krwi urządzenie testowe pokaże obecność przciwciał Covid-19 jest to poważnym wskazaniem, że do infekcji doszło. Zwolennikiem jak najszybszego zastosowania testu okazał się wcześniej także premier Boris Johnson, który zapowiedział zakup testów w Izbie Gmin.
A tak wspierał go minister Hancock:
O tych decyzjach informują wszystkie stacje telewizyjne, radiowe i prasa. O skuteczności tych badań przesiewowych przekonali się już wcześniej Chińczycy i Koreańczycy. Test ma w dyspozycji także lubelska, notowana na giełdzie, firma biotechnologiczna BioMaxima. Na naszych łamach zamieściliśmy rozmowę z jej prezesem Łukaszem Urbanem, który jako student zdobywał edukację na kierunku biotechnologii prestiżowego Yale University. Czytaj >
Z jakichś powodów ta szybka i tania metoda badania przesiewowego pomocnego w walce epidemią nie zyskała w Polsce jeszcze uznania.










