Rzeczy ofiar smoleńskiej katastrofy nie będą zniszczone

Sąd wojskowy nie zgodził się na żądanie polskich prokuratorów, którzy chcieli, by zniszczono niektóre osobiste rzeczy należące do ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu - dowiedział się portal tvn24.pl.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
20 maja, 2010
Post thumbnail default dark

Śledczy uzasadniali, że mogły być one “źródłem zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego”.

– Wskazywano na zagrożenie epidemiologiczne – ujawnił rzecznik sądu pułkownik Rafał Korkus.

Za absurdalny uznają ten wniosek karniści i inspektorat sanitarny.

Wniosek o wydanie zgody na “zarządzenie zniszczenia” wybranych przedmiotów, znalezionych na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu wpłynął do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie w ubiegłym tygodniu.

– Sąd zajął się nim na piątkowym posiedzeniu i wniosek odrzucił. Prokuratorzy prowadzący postępowanie powoływali się na artykuł 232a Kodeksu Postępowania Karnego – relacjonował płk Korkus na antenie TVN 24.

W paragrafie 2. tgo artykułu znajduje się zapis, wedle którego sąd może zarządzić zniszczenie w całości lub w części przedmiotów, jeśli byłoby to “połączone z niewspółmiernymi kosztami lub stanowiło źródło zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego”. Właśnie na ten drugi argument wskazywali w swoim wniosku prokuratorzy.

– Uznaliśmy, że przesłanki z art. 232a w tym przypadku nie zachodzą, pomimo, że do wniosku dołączona była fachowa opinia, która potwierdzała stanowisko o zagrożeniu epidemiologicznym – dodał płk Korkus.

Kto ją sporządził i jakie rzeczy mogły zdaniem prokuratorów stanowić takie zagrożenie? Wojskowa Prokuratura Okręgowa nie chce tego ujawnić.

– Są to przedmioty ściśle osobiste, dotyczące osób pokrzywdzonych. Z uwagi na dobro tych pokrzywdzonych prokuratura nie będzie jednak ich szczegółowo określać. Przemawia za tym troska o to, by nie dostarczać pokrzywdzonym dodatkowych bolesnych przeżyć – tłumaczył na antenie TVN 24 pułkownik Ireneusz Szeląg, szef prokuratury, która prowadzi polskie śledztwo w sprawie smoleńskiej katastrofy.

Zastrzegł jednak, że nie chodzi o przedmioty “uznane przez prokuraturę za dowody rzeczowe”.

– Z punktu widzenia prokuratury nie mają one żadnego znaczenia dla toczącego się śledztwa – dodał.

Specjaliści polemizują jednak zarówno z tym argumentem, jak i z niebezpieczeństwem “zagrożenia epidemiologicznego”, na jakie wskazywali wojskowi śledczy.

– Takiego zagrożenia z całą pewnością nie było. Tym samolotem podróżowały osoby zdrowe, a nie cierpiące na jakieś choroby zakaźne. Nawet gdyby tak zresztą było, to stwarzać zagrożenie epidemiologiczne mogłyby ewentualnie ciała ofiar, a nie ich rzeczy – ocenił w rozmowie z TVN 24 Dariusz Rudaś, Powiatowy Inspektor Sanitarny m.st. Warszawy.

Zdaniem karnisty, profesora Piotra Kruszyńskiego, “ten przepis służy zapobieżeniu epidemii”. Zdumiewa go więc decyzja wojskowych prokuratorów i całkowicie zgadza się z decyzją sądu.

Czy krewni ofiar wiedzieli o planach śledczych? Ci, z którymi rozmawiali dziennikarze TVN, nie.

– Ja dostałam wprawdzie wiele rzeczy ojca i zgodziłam się na spalenie jego ubrań. Ale ten wniosek jest dla mnie niedopuszczalny i absurdalny – powiedziała im Małgorzata Wassermann.

Jedną z osób, które od początku domagały się wydania ubrań była Beata Gosiewska, żona byłego wicepremiera i posła Prawa i Sprawiedliwości.

Czy wojskowa prokuratura zamierza podjąć jakieś kroki po odmownej decyzji sądu?

– Na razie musimy zapoznać się dokładnie ze stanowiskiem sądu – wyjaśnił dziennikarzom TVN 24 prokurator Szeląg i dodał, że dopiero wtedy podejmą decyzję w sprawie ewentualnego zaskarżenia tej decyzji.

Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter