Przebywający aktualnie w Moskwie Klich nie chciał się odnosić do medialnych doniesień, jakoby wieża dała załodze Tu-154 zgodę na zejście do 50 metrów, a nie do 100, jak wynika ze stenogramu i obowiązujących tam przepisów. Powiedział, że MAK zamierza wystąpić o możliwość ponownego spotkania z kontrolerami lotu w Smoleńsku, aby zapytać o rozbieżności.
– Czytałem tę rozmowę. Nie wiem, czemu to ma służyć. Bez komentarza – powiedział Klich dziennikarzowi PAP.
Polski ekspert poinformował, że cały czas trwają prace nad rozszyfrowaniem nierozpoznanych wcześniej wypowiedzi zarejestrowanych na czarnych skrzynkach z tupolewa.
– Cały czas jest nad tym praca i są jakieś wyniki, ale ja ich nie mam. W niedługim czasie pewnie je dostanę. Ja od początku mówiłem o roku. Teraz trzeba pytać tych, którzy chwalili się, że zrobią szybciej, skoro wcześniej tak się chwalono, że szybko to zrobią – wyjaśnił Klich.
Przyznał natomiast, że jest kwestia rozbieżności w zeznaniach kontrolera lotu ze Smoleńska co do tego, czy “prowadząc” polski samolot do lądowania rzeczywiście go widział, bo raz mówił, że tak, a innym razem, że nie.
– My (MAK) wystąpiliśmy o kolejne wysłuchania i będziemy to badali. Będziemy to robić według swoich materiałów, a nie medialnych doniesień. Kiedy już będziemy mieli dane, to odpowiednie osoby zostaną przez nas zaproszone – powiedział Klich.
Pułkownik Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej powiedział PAP, że już w pierwszej fazie postępowania przygotowawczego polscy prokuratorzy wojskowi przesłuchali całą załogę jaka-40, ale poruszona w wywiadzie dla tvn24.pl sprawa jest im nieznana. Poinformował także, iż nagrania z tego samolotu zabezpieczono niezwłocznie po wszczęciu śledztwa.
– Prokuratura dysponuje całością tego nagranego materiału do chwili wyłączenia magnetofonu na pokładzie samolotu z uwagi na brak awaryjnego zasilania, brak akumulatorów – dodał Artymiak.
Jerzy Bukowski












