Nie wiem, czy właśnie ta legenda, czy też jakieś inne przyczyny skłoniły kogoś do skutecznego ostrzelania balonu turystycznego, wznoszącego się z bulwarów wiślanych niedaleko ronda Grunwaldzkiego w Krakowie. W jego stronę wystrzelono co najmniej sześć strzał z łuku lub kuszy, które trafiły w czaszę na wysokości 5 i 30 metrów.
Jak poinformowała dziennikarzy Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji, w linach podtrzymujących balon tkwiły dwie strzały domowej roboty, wykonane z drutu długości około 40 centymetrów zakończonego plastikiem. Na szczęście żadnej z obecnych na podwieszonej pod czaszą platformie widokowej osób nic się nie stało, chociaż powłoka balonu została uszkodzona w trzech miejscach. Pracownicy, którzy go obsługują, dopompowują uchodzący tymi przestrzelinami hel.
Krakowscy policjanci zastanawiają się, komu aż tak bardzo przeszkadzał turystyczny balon, że postanowił go zestrzelić. W tym roku przeniesiono go na drugą stronę Wisły, ponieważ mieszkańcy z jej lewego brzegu skarżyli się, że zasłania im widok z okien. Obecna lokalizacja nikomu już nie przeszkadza, więc tym bardziej dziwne są motywy, którymi kierował się tajemniczy łucznik.
Jerzy Bukowski
(220).jpg)
















