“Kresowianie i narodowcy od dłuższego już czasu zwracali się do władz Lublina prosząc o zachowanie większej wstrzemięźliwości jeśli chodzi o afiszowanie się ze zdominowanymi przez banderowców organami administracji ukraińskiej. Argumenty te podnoszono jeszcze w kwietniu, gdy liczna delegacja z lubelskiego Ratusza udała się do Lwowa, następie przygotowywana była rewizyta. Na razie nie dojdzie ona do skutku, oficjalnie ze względu na tryb prac nad budżetem Lublina” – napisał Rękas.
Nieoficjalnie jednak przewodniczący Kowalczyk przyznaje, że wpływ na jego decyzję miał sprzeciw wobec narastającego na Ukrainie szowinizmu.
“- Oglądałem niedawno program telewizyjny, jak władze Lwowa domagały się nazwania imieniem Bandery miejscowego lotniska. Radni chcieli uczcić człowieka, którego organizacja zamordowała 100 tysięcy Polaków, w tym kobiety i dzieci! Dla mnie osobiście jest to sytuacja bardzo bolesna, bo zawsze byłem wielkim przyjacielem Ukrainy i uważam, że wolna i niezależna Ukraina jest gwarantem wolności i niezależności Polski. Takie wydarzenia u naszych wschodnich sąsiadów nie służą budowaniu strategicznego partnerstwa i dobrosąsiedzkich stosunków” – powiedział Rękasowi.
Na szczęście nie doszło do nadania lwowskiemu lotnisku imienia Bandery. Decyzją rządu Ukrainy – na wniosek mera miasta Andrija Sadowego – patronem portu lotniczego, który będzie przyjmował uczestników przyszłorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej został król Daniel Halicki, założyciel Lwowa.
Decyzję o odroczeniu wspólnej sesji skrytykowała już lubelska Platforma Obywatelska, która w Radzie Miasta tworzy koalicję z PiS.
Jerzy Bukowski
(220).jpg)
















