“Młodzi politycy zorganizowali happening, aby pokazać, że ich zdaniem stróże prawa nieskutecznie walczą z przemocą w Krakowie. Mieli z sobą transparenty, a także maczetę, dwa kuchenne noże i siekierę. Protest nie wzbudził zainteresowania przechodniów i wydawało się, że przejdzie bez echa. Tymczasem – jak zeznali młodzi politycy – nagle przed budynkiem pojawili się policjanci i zabrali ich na komisariat. Po godzinie ich wypuścili i wezwali do złożenia wyjaśnień na przyszły wtorek” – czytamy na stronie internetowej krakowskiej rozgłośni.
Stróże prawa tłumaczą, że paradowanie z niebezpiecznymi narzędziami jest wykroczeniem, a przewiezienie na komisariat miało na celu wypełnienie protokołu zarekwirowania przedmiotów.
Jak stwierdzili młodzi działacze SP w rozmowie z RK-M, maczetę bez większych problemów kupili na Kleparzu na stoisku ze sprzętem kuchennym, a resztę przedmiotów przynieśli z domu. Zapewniają, że były to tylko rekwizyty, a działanie policji uważają za mocno przesadzone.
Zgadzam się z nimi, bo przecież nikt rozsądny (a za takich wolno uważać ludzi w policyjnych mundurach) nie uznałby tej demonstracji za jakiekolwiek zagrożenie porządku publicznego. Wręcz przeciwnie, chodziło im o zwrócenie uwagi na konieczność jeszcze lepszego jego przestrzegania.
No cóż, wypada chyba przywołać stare powiedzenie, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a ten został przecież – razem z komunizmem i wszelkimi innymi totalitaryzmami – zakazany w artykule 13. Konstytucji RP.
















