Prokuratura postawiła mu siedem zarzutów, m.in. narażenia turystów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia “poprzez gwałtowną i nieprzewidywalną jazdę na wyłączonym dla ruchu pojazdów trakcie do Bramy Herbowej Zamku” i grożenia im niebezpiecznym narzędziem.
“Kiedy ksiądz prowadzący grupę zareagował, mężczyzna wrócił do samochodu i gwałtownie ruszył w kierunku ludzi. Strażnicy ze straży zamkowej oddali strzał ostrzegawczy, a potem kolejny – w oponę samochodu. Mężczyzna mimo to przedostał się na dziedziniec zamku, po którym krążył samochodem. Zatrzymali go i obezwładnili policjanci” – przypomniała ten incydent PAP.
Grzegorz Ś. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów.
“Przekonywał, że nikomu nie groził, nie stwarzał żadnego zagrożenia, a po Wzgórzu Wawelskim poruszał się wolno i zawracał, ponieważ ochrona zamknęła kratę i bał się, że zostanie postrzelony. Natomiast na Zamek Królewski – jak mówił – wjechał dlatego, że <jest potomkiem króla Jana III Sobieskiego i zamek właściwie należy do niego, więc mógł tak zrobić>.” – czytamy depeszy PAP.
Powołani przez sąd biegli z zakresu psychiatrii stwierdzili, że mężczyzna “działał w stanie zniesionej poczytalności i nie mógł rozpoznać znaczenia swoich czynów ani pokierować swoim postępowaniem”. Uznali też, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego podobnego czynu w przyszłości, dlatego należy poddać go leczeniu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.
“Wniosek w tej sprawie złożyła do sądu prokuratura. Sąd podzielił zdanie prokuratury, że jest wysoce prawdopodobne, że Grzegorz Ś. na wolności nie podda się leczeniu i może popełnić kolejne przestępstwa. Dlatego umorzył postępowanie i zdecydował o przymusowym umieszczeniu mężczyzny w zamkniętym zakładzie leczniczym” – napisała Polska Agencja Prasowa.
















