Skoro ludzie ukształtowani mentalnie i charakterologicznie przez Jaruzelskiego tak wysoko go cenią i chcą naśladować, to oczekuję w najbliższym czasie ich masowych nawróceń na wiarę katolicką. No bo jeżeli on sam pojednał się z Bogiem na łożu śmierci i podobno wrócił – jako syn marnotrawny po wyjątkowo długim oddaleniu – na łono Kościoła (nb. ciekawe, dlaczego nie miał w takim razie pogrzebu wedle obrządku rzymskokatolickiego), wolno spodziewać się pójścia jego admiratorów tą samą drogą.
Oczami wyobraźni widzę już klękającego przy konfesjonale Jerzego Urbana, leżącego krzyżem przed ołtarzem Aleksandra Kwaśniewskiego, odmawiającego kolejne litanie na swej mazurskiej daczy generała Czesława Kiszczaka. Skoro mógł się nawrócić komunistyczny “capo di tutti capi”, to dlaczego nie mieliby tego zrobić jego wierni żołnierze?
















