“Wędzone specjały z listy będą musiały jednak spełniać dotychczasowe przepisy dotyczące zawartości benzopirenu. Przypomnijmy, według nowych przepisów unijnych w kilogramie wyrobu mogą znajdować się tylko 2 mikrogramy substancji smolistych, a nie jak dotychczas 5 mikrogramów benzoapirenu” – czytamy na stronie internetowej krakowskiej rozgłośni.
To bardzo dobra wiadomość dla polskich wytwórców wędlin, których oburzyła zapowiedź wprowadzenia restrykcyjnych przepisów unijnych. Protestowali oni, twierdząc że w wypadku tradycyjnego i długotrwałego wędzenia mięsa w dymie osiągnięcie wymaganego przez te przepisy poziomu jest niemożliwe, co może doprowadzić do zniknięcia z rynku wielu małych firm wykorzystujących tradycyjne receptury.
“Na początku maja 2014 roku pod Sejmem odbyła się manifestacja wędliniarzy z Małopolski i Podkarpacia. Domagali się utrzymania dotychczasowych norm zawartości ciał smolistych w wędzonych produktach. Dodawali też, że dla takich produktów jak kakao czy szprotki stare normy zostaną utrzymane.” – napisano na stronie RK-M.
Poparli ich polscy europarlamentarzyści i tak doszło do kompromisu, który nakłada jednak na wytwórców wędlin obowiązek wpisania przynajmniej części swoich produktów na listę chronionych unijnym prawem tradycyjnych wyrobów regionalnych, co wcale nie jest takie proste.
















