98-letni dygnitarz komunistyczny spoczął w kolumbarium tuż obok alei zasłużonych i kwatery smoleńskiej.
Młodszym użytkownikom tego portalu trzeba przypomnieć, że wysokie stanowiska, jakie zajmował Starewicz w peerelowskiej nomenklaturze pozwalały nazywać go “panem życia i śmierci” wszystkich polskich dziennikarzy, a po części także pisarzy. To on decydował, co może być publikowane, a co przemilczane, nadając kierunek całej propagandzie mającej na celu szerzenie zbrodniczej ideologii i totalne zakłamywanie najnowszej historii Polski ze szczególnym naciskiem na opluwanie Żołnierzy Niezłomnych (Wykletych) oraz walkę z Kościołem, zwłaszcza podczas obchodów milenijnych.
Jego życiorys jest charakterystyczny dla losów komunistycznych zdrajców. Już przed II wojna światową był członkiem Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej “Życie” i Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. W jesieni 1939 roku, kiedy Polacy ginęli w walkach z dwoma agresorami, wstąpił do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (późniejszej Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego). W latach 1943-44 przebywał w Uzbekistanie, skąd we wrześniu powrócił do Polski. W PZPR był od jej początku do samego końca. Posiadał najwyższe ordery PRL.
Pogrzeb Artura Starewicza w prestiżowym miejscu na polskiej nekropolii narodowej jest kolejnym policzkiem wymierzonym niepodległej Rzeczypospolitej. Najwyższy już czas, aby położyć kres hańbieniu Powązek Wojskowych.
















