Jego klinika wydała ostatnio broszurę, zachęcającą lekarzy pracujących ze śmiertelnie chorymi pacjentami, do trzy- lub pięciodniowej wycieczki za 700-1000 euro do miejsca masowej zagłady. W jej programie umieszczono zwiedzanie muzeum (w tym komór gazowych) oraz wysłuchanie wykładów o eutanazji.
Distelmans napisał, że ten obóz jest “symbolem upokarzającej śmierci”, ale zarazem “miejscem inspirującym” do organizacji seminariów na temat eutanazji, podczas których zainteresowani tym tematem mogliby zapoznać się z interesującymi ich kwestiami. Wizytę zaplanował na 9 października br.
Rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Bartosz Bartyzel w rozmowie z “Codzienną” potwierdził, że grupa z Belgii zgłosiła się do zwiedzenia terenu byłego niemieckiego obozu zagłady, ale zapewnił, iż w programie ich pobytu przewidziane jest jedynie standardowe zwiedzanie. Zaprzeczył, jakoby mogłyby się tam odbyć wykłady czy seminaria o eutanazji.
“- Wszystkie podobne plany muszą mieć zezwolenie kierownictwa muzeum. Lecz żadne podobne seminarium, o którym jest mowa, nie jest przewidziane w miejscu pamięci” – stwierdził na łamach “GPC”.
Gazeta przypomina, że lobbujący na rzecz eutanazji dr Wim Distelmans uzyskał rozgłos po tym, jak jesienią ub.r. w programie telewizyjnym transmitowanym na żywo pomógł popełnić samobójstwo transseksualiście Nathanowi Verhelstowi, który poczuł się tak niezadowolony z powodu zmiany płci (wcześniej był kobietą), że zażądał odebrania mu życia w majestacie prawa.
Naukowe dyskusje o eutanazji na pewno nie powinny odbywać się w miejscu, w którym przez kilka lat masowo mordowano uśmiercano ludzi. Zastanawiam się, czy zwolennicy aborcji wpadną teraz na pomysł, aby zorganizować popierające ją seminarium w żłobku. W dzisiej szych czasach wszystko wydaje się być jednak możliwe.
















