Polisa o wartości zaledwie 50 groszy zapewniała pokrycie kosztów leczenia w razie wypadku, który zdarzyłby się w trakcie wyprawy po polskich i słowackich Tatrach. Zdecydowało się na nią jednak tylko 14 procent wchodzących w tym czasie na teren TPN osób, ale to i tak lepsze wyniki niż się wcześniej spodziewano.
Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski zapowiedział na antenie Radia Kraków-Małopolska, że po podsumowaniu sierpniowej akcji zadecyduje, czy sprzedaż ubezpieczeń wprowadzić na stałe.
– Zbierzemy informacje z Internetu, ale i z rozmów z samymi turystami. Chcemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ubezpieczenia są funkcjonalne. Jeżeli będą one kiedyś obowiązkowe, to będziemy musieli przeanalizować je od strony formalno-prawnej – powiedział.
Naczelnik TOPR Jan Krzysztof dodał w rozmowie z krakowska rozgłośnią, że turyści często nie mają świadomości, iż szlak, na który się wybierają przebiega wzdłuż granicy ze Słowacją, a w razie wypadku u naszych południowych sąsiadów za wezwanie tamtejszych ratowników trzeba będzie zapłacić przeciętnie kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Muszę przyznać, że jestem zdziwiony, iż tak mało turystów zdecydowało się wykupić ubezpieczenie za symboliczną kwotę. A tylko wprowadzenie takich polis może wzbogacić kasę Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego członkowie najwięcej pracy mają z nieodpowiedzialnymi ceprami, traktującymi najwyższe polskie góry w kategoriach zakopiańskich Krupówek.
















