Zdaniem 34 parlamentarzystów, głównie z Platformy Obywatelskiej, woźnice powinni używać kas fiskalnych, bo ich obroty “nie są prawidłowo wykazywane, w wyniku czego traci Skarb Państwa”, a najlepiej byłoby zastąpić wozy konne meleksami, które były już zresztą testowane na tej popularnej trasie.
Posłowie obliczyli, że fiakrzy zarabiają nawet 60 tysięcy złotych miesięcznie. W piśmie do Ministerstwa Środowiska napisali, iż “natychmiastowe zaprzestanie transportu konnego do Morskiego Oka jest konieczne”, powołując się na ekspertyzy, z których wynika, że konie “pracują w warunkach kilkukrotnego przeciążenia”, o czym może świadczyć częsta wymiana zwierząt, a ścierany przez kopyta asfalt tworzy rakotwórczy pył przenikający do górskiego ekosystemu.
Jak poinformowała “Rzeczpospolita”, zwolnienie woźniców z posiadania kasy fiskalnej zostało utrzymane w projekcie rozporządzenia, nad którym pracuje Ministerstwo Finansów.
Poselskie propozycje wywołały wielką burzę na Podhalu. Wicestarosta tatrzański Andrzej Skupień powiedział, że samorząd wysłał do obu ministerstw rzeczową polemikę z nimi.
“- Droga do Morskiego Oka powinna zachować swojego ducha. Działalność fiakrów odbywa się pod kontrolą parku narodowego, a ścieranie asfaltu to wydumany problem” – wyjaśnił na łamach “Rz”.
Prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka Stanisław Chowaniec uważa, że mamy do czynienia z góralofobią.
“- Posłowie rzucają kwotami, które wielokrotnie przewyższają nasze zarobki. Prowadzi się nagonkę na nas, choć jesteśmy gazdami z dziada pradziada, konia traktujemy jak członka rodziny, a nadmiernej eksploatacji zwierząt zabrania tatrzański regulamin” – powiedział gazecie.
Znając góralski charakter można przypuszczać, że posłom nie pójdzie zbyt łatwo z wdrożeniem kontrowersyjnych propozycji.
















