W katolickiej Polsce takie informacje wywołują z pewnością ambiwalentne uczucia, bo z jednej strony oznaczają godną napiętnowania niewierność i zdradę, z drugiej pocieszająca jest zaś świadomość, że obaj politycy z przeciwnych obozów nie używają środków antykoncepcyjnych, przyczyniając się do zwiększenia liczby rodaków mających mądrych ojców.
Obu panom należą się wielkie brawa, bo nie są już młodzieńcami. Udowodnili jednak, że kariera polityczna ma swoje dobre strony, skoro znajdują się tyle pań chętnych na igraszki miłosne z 60- i 70-latkiem. Nie jest też przesądzone, że powiedzieli (chociaż nie jest to w owym kontekście zbyt adekwatne słowo) ostatnie słowo w tej materii.
A mnie przypomina się stara, jeszcze przedwojenna opowieść z gatunku “urban legend”, jak to pewien starszy jegomość chodził po linii A-B na krakowskim Rynku Głównym, częstując wszystkie napotkane dzieci cukierkami i mówiąc do nich:
– Masz, możeś ty mój?
Cieszę się, że postawa odpowiedzialnego ojca znajduje godnych naśladowców i dzisiaj.
















