Jej klienci muszą liczyć się z tym, że w każdej chwili gdzieś nad głową albo między nogami stolika pojawi się żądny zabawy i głaskania futrzak.
– Tu gospodarzami są koty i to dla nich przychodzimy. Możemy sobie zamówić kawę, coś słodkiego, coś do przegryzienia, a potem usiąść i czekać. Koty bardzo często same przychodzą do gości, wskakują na kolana – powiedziała portalowi internetowemu krakowskiego wydania “Gościa Niedzielnego” założycielka lokalu Ewa Jemioło.
“Kawiarniane spotkanie nie musi zresztą skończyć się na krótkiej kawie. Większość kotów docelowo ma bowiem trafić do adopcji, a stolik z kawałkiem ciasta i małą czarną to pretekst do zawarcia dłuższej znajomości” – czytamy w portalu.
Klienci muszą pamiętać o kilku zasadach.
– Mamy, spisany w imieniu kotów, regulamin. Dobrze byłoby przed wejściem i przy wyjściu umyć ręce mydłem antybakteryjnym. Kotom nie robimy zdjęć z lampą błyskową i nie nosimy ich – dodała Jemioło.
Ponieważ koty lubią chadzać własnymi drogami, w oknach kawiarni założono siatki.
W lokalu nie zabraknie literatury i czasopism związanych z tymi zwierzakami.
“Będą także spotkania poetyckie, dyskusje, wykłady i wystawy – wszystko wokół tematu chodzących własnymi ścieżkami pupili” – poinformował portal “GN”.
W kociej kawiarni mieszka w tej chwili siedem kotów: sześć kocurów i kotka Szczęściara. Za kilka dni ma do niej dołączyć Julia.
















