– Miałem wyliczone pieniądze na bilet, a w kiosku usłyszałem, że jeśli nie kupię czegoś słodkiego, nie dostanę biletu. Małżeństwo przede mną do biletu dokupiło lizaki. To szantaż. Młode osoby z łatwością poradzą sobie z kupnem biletu w automacie, ale starsze mają z tym kłopot, więc godzą się na łamanie prawa – powiedział oburzony na antenie RK-M.
Podinspektor Mariusz Ciarka wyjaśnił krakowskiej rozgłośni, że takie praktyki są niezgodne z prawem.
– To ewidentna odmowa sprzedaży, za którą grozi kara grzywny do 5 tysięcy złotych – dodał.
“Pracownicy kiosku tłumaczą klientom, że sprzedaż biletów im się nie opłaca, dlatego proponują kupno dodatkowej rzeczy. Argumentują też, że każdą sprzedaż muszą ewidencjonować za pomocą kasy fiskalnej” – czytamy na stronie internetowej Radia.
– To uzasadnienie faktyczne, ale ono nie ma żadnego umocowania prawnego. Jeżeli towar znajduje się w ofercie, mamy prawo domagać się jego sprzedaży. Jeżeli sprzedawca utrudnia nam to, narusza przepisy. Można złożyć reklamację w danym sklepie, kierując ją bezpośrednio do właściciela. Jeśli odmówi przyjęcia, można poinformować Inspekcję Handlową – wytłumaczył w rozmowie z dziennikarzem krakowskiej rozgłośni Miejski Rzecznik Konsumentów w Krakowie Jerzy Gramatyka.
Rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Krakowie Marek Gancarczyk powiedział Radiu, że “to, jakie są marże, ustalają między sobą detaliści i hurtownie”, jego firma w to nie wnika.
Dodał, że MPK ma podpisane umowy z sześcioma hurtowniami, które rozprowadzają bilety w kioskach i sklepach, pobierając prowizję od 5 do 5,5 procenta. Kioskarz zarabia na jednym bilecie 1% ceny.
– Nic nie tłumaczy łamania prawa. Jeśli mi się nie opłaca, rezygnuję ze sprzedaży artykułów z których nie mam zysku, a nie szantażuję klientów – skomentował opisaną przez siebie sytuację słuchacz Radia Kraków-Małopolska.
















